To, co było nieuniknione - Rozdział 21

  Odd wszedł do pomieszczenia z superkomputerem ze zrezygnowaną miną. Karcił siebie w myślach za to, że był taki nieostrożny, i że tak łatwo dał się wykluczyć z gry. Był tak zaabsorbowany wymianą zdań z Ulrichem na temat kłótni Einsteinów, że nawet nie zauważył laserowego pola, które przecięło jego wirtualną postać przez pół i drugiego, które wykluczyło go z gry. Nim się obejrzał stał już z powrotem w skanerze.  -Przepraszam, Jeremy - powiedział smutnym głosem Della Robbia. - Za bardzo się rozproszyłem i dałem się podejść jak dziecko.  -Wiem. Sam też nie panuję dzisiaj nad sobą - westchnął ze zrozumieniem Belpois. - Mimo wszystko, musimy jednak się postarać. Xana nie może wygrać. -Zobaczysz, Aelita i Ulrich dadzą radę - stwierdził Włoch, siadając przy holomapie. -Mam taką nadzieję - mruknął okularnik. - W sumie, jak już tu jesteś, to weź mojego laptopa i śledź poczynania Xany. W internecie jest mnóstwo artykułów i nagrań. Ja się za to skupię w stu procentach na tym, co dzieje się w Lyoko. -Aj, aj kapitanie - zasalutował Odd, sięgając po urządzenie, które do tej pory schowane było w plecaku Jeremiego i usadawiając się z nim wygodnie.




Aelita nie wiedziała co powinna zrobić. Zwykle udawało im się szybko obmyślić plan jak dostać się do wieży. Tym razem jednak było inaczej. Każdy jej pomysł, czy nawet luźne sugestie ze strony Ulricha zdawały się nie działać. Próba podejścia do potworów z zaskoczenia skończyła się fiaskiem, bowiem niemal od razu zostali zdemaskowani przez karaluchy, które tym razem zdawały się czytać im w myślach i wyprzedzać każdy ich ruch. 

-Jakieś inne pomysły? - spytał samuraj, widząc, że kolejne podejście do wieży im się nie powiodło, a w zamian za to stracili kolejne, cenne punkty życia. 

-Nie. Wykorzystałam już wszystkie - westchnęła elfka, opierając się o drzewo. 

-W takim razie zostaje nam tylko atak bezpośredni i modlitwa o szczęście - stwierdził Ulrich, wyjmując swoje miecze. - Jak nic, dzisiaj przydałoby nam się wsparcie.

-To prawda - mruknęła Aelita. - Czy tylko to moje subiektywne wrażenie, czy naprawdę dzisiaj te potwory są jakieś pancerne?

-Też mi się tak wydaje, Księżniczko - odparł nastolatek. - Atakujemy je, a one tracą niewiele punktów. Za to, kiedy one nas zaatakują obrywamy bardzo mocno.

-Może to też jest jeden z elementów ataku Xany? - do rozmowy wtrącił się Jeremy. - Zapuszczę skan na tę okoliczność. 

-Warto to sprawdzić - przytaknęła Hopper. - Chociaż to nie zmienia naszego położenia. 

-Dokładnie - Stern wyjrzał zza drzewa, za którym się ukrywał, przyglądając się przeciwnikom. - A do tego czas nam ucieka. Musimy się zdecydować na jakiś plan. 

-W takim razie spróbujmy przebiec bezpośrednio do wieży. Może się nam uda - to mówiąc, elfka już przygotowywała się do opuszczenia swojej kryjówki, ale znieruchomiała w miejscu, kiedy usłyszała stanowczą dezaprobatę komputerowca:

-Absolutnie się na to nie zgadzam! To samobójstwo, żeby tak się pakować wprost na te potwory. A co jak okażą się niezniszczalne? Albo co jak obydwoje stracicie punkty i zakończycie grę?  

-Daj spokój, Jeremy. Widzisz, że nie ma innego wyjścia. Już próbowaliśmy różnych taktyk. I jedyne co z tego wynikło to utrata punktów życia - mówił Ulrich, próbując przekonać przyjaciela do ich pomysłu. 

-Ostatecznie, co tu po nas, jeśli skończymy grę nawet nie docierając do wieży? - dodała po chwili Aelita. - Czy nie lepiej, żebyśmy chociaż spróbowali dotrzeć do wieży? 

-Dobra - zgodził się w końcu Einstein. - Spróbujcie. Macie rację, nie mamy wiele do stracenia. Powodzenia!

I tak zaczął się najszybszy bieg z przeszkodami w życiu Aelity i Ulricha. Obydwoje na umówiony znak zaczęli biec w kierunku wieży, starając się omijać potwory i unikać ich ataków. Kiedy już byli prawie przy samej budowli, Stern został postrzelony przez dwa laserowe ataki ze strony krabów. Samurajowi udało się jednak popchnąć swoją towarzyszkę, tak, że ta wpadła ślizgiem do wnętrza wieży. 

-No to teraz możemy się trochę zabawić dla zabicia czasu - zaśmiał się ponuro wojownik, ponownie wyjmując swoje dwa miecze. 

-Nie wiem czy to ma sens, Ulrich - odezwał się Jeremy. - Masz tylko dziesięć punktów, a Aelita zaraz dezaktywuje wieżę.

-Nie musi mieć to sensu, Jeremy - to mówiąc, samuraj ruszył do ataku. - Przynajmniej się trochę wyładuję. Niech Xana sobie nie myśli, że damy się mu tak łatwo pokonać.




Po udanej misji w Lyoko, grupa nastolatków wróciła do internatu. Jeremy zaproponował, żeby wszyscy spotkali się w jego pokoju, żeby ustalić plan walki z Xaną i ewentualnych wypraw testowych do Lyoko. Zgodnie z tym przyjaciele zebrali się wieczorem w pokoju Einsteina, rozmawiając o ostatniej walce.

-Przepraszam Aelito, że w ciebie zwątpiłem - Belopis zmienił nagle temat, przybliżając się do dziewczyny, która siedziała na podłodze koło jego łóżka. - Miałaś rację. Powinienem najpierw z tobą porozmawiać, a potem wysnuwać wnioski.

-Nic się nie stało, Jeremy. - Hopper uśmiechnęła się promiennie do chłopaka. - Obydwoje wiemy, że emocje czasem potrafią wziąć górę. Teraz już rozumiem, czemu Yumi nalegała, żebym z tobą najpierw porozmawiać, zanim cokolwiek zdąży się wydarzyć. 

-Rozmawiałaś z Yumi? Kiedy? - Ulrich nagle się ożywił na wzmiankę o Japonce. 

-Dzisiaj rano. Potrzebowałam dziewczyńskich pogaduch. Poza tym stęskniłam się za nią - wyjaśniła nastolatka. 

-I co tam u niej?  - dopytywał Odd. - Jak się ma w wielkim świecie?

-Chyba dobrze - odpowiedziała dziewczyna. - Nie miałyśmy za wiele czasu na rozmowę, ale myślę, że możemy do niej zadzwonić w najbliższym czasie. Z pewnością się ucieszy.

-To dobry pomysł - stwierdził Włoch. - Dawno z nią nie gadaliśmy!

-A wracając do Edwarda… - Jeremy chciał jednak znać więcej szczegółów odnośnie całej sytuacji z kuzynem Sissi, toteż nie pozwolił na zmianę tematu i zapomnienie o nim. - Chociaż nie mam ci tego co się stało za złe, chciałbym, żebyś mi powiedziała wszystko co się między tobą i nim wydarzyło. 

-Oczywiście - Aelita spojrzała znacząco na Jeremiego, dając mu tym samym do zrozumienia, że nie zamierza mieć w tym temacie przed nim tajemnic. - Od samego początku Edward coś do mnie miał. Podrywał mnie. Raz nawet chciał mnie zapytać czy będę jego dziewczyną. Odmówiłam. Nie był tym zbyt zadowolony i nie dawał za wygraną. Wtedy Odd interweniował.

-Czemu nic mi nie powiedziałeś? - Belpois zwrócił się do Della Robbii.

-Nie pytałeś - odparł machinalnie Odd. - Nikt i tak nie chciał mnie słuchać, więc wziąłem sprawy w swoje ręce. Tak jak na kuzyna przystało.

-To prawda. Utrudniał moje kontakty z Edwardem, na ile było to możliwe - potwierdziła Hopper. - Chociaż nie udało mu się to do końca. Dzisiaj rano dostałam list od Edwarda. Chciał żebyśmy porozmawiali w porze lunchu. Nie wiedziałam, jak zareagować, więc zadzwoniłam po radę do Yumi. Teraz żałuję, że się do jej rad nie zastosowałam. Nie pokłócilibyśmy się…

-Nie cofniemy czasu… - burknął Jeremy. - Powiedz mi, proszę, jak w ogóle doszło do tego pocałunku… Jak to się stało, że rano był list, a potem nagle widzę w porze obiadu, że się obściskujesz z tym całym Edwardem? - mimowolnie na twarzy komputerowca pojawił się grymas na samą myśl o tym zdarzeniu. 

-Nie obściskiwałam się z nim! - oburzyła się Aelita. - To on mnie obściskiwał, jeśli już! Ja nie chciałam z nim nawet rozmawiać! Ukryłam się na całą przerwę obiadową w damskiej toalecie, ale kiedy zbliżał się dzwonek wyszłam, a Edward mnie jakoś znalazł i potem próbował mnie przekonać do tego, że powinnam zostać jego dziewczyną. Pocałunek był na “dowód”, że będzie mi z nim dobrze!

-Dupek - skwitował Odd. - Wiedziałem, że on jest przeciętnym podrywaczem. Mówiłem wam i ostrzegałem, że będą z tego same problemy…

-Dobra, następnym razem cię posłuchamy - Ulrich poklepał przyjaciela po ramieniu. 

-Oczywiście, bo jam jest Odd Wspaniały!

-A jemu znowu to samo w głowie… Jak można być tak zakochanym w sobie? - Belpois kręcił z niedowierzaniem głową, na co wszyscy za wyjątkiem Odda się roześmiali. I tak oto kryzys związany nowym uczniem w szkole został zażegnany, a Jeremy w duchu postanowił, że od tej pory będzie bardziej ufał Aelicie i zdecydowanie więcej z nią rozmawiał. 


To, co było nieuniknione - Rozdział 20

  Aelita nie mogła się skupić od pierwszej lekcji. Ciągle nerwowo spoglądała na zegarek, który z każdą upływającą minutą dawał jej poczucie nieuchronnego zbliżania się pory lunchu i rozmowy z Edwardem, którą miała odbyć. Mimo dość długiej pogawędki z Yumi przed lekcjami, Hopper nie była pewna czy wtajemniczenie Jeremiego w jej rozterki natury społecznej będzie dobrym pomysłem, tak jak sugerowała jej to przyjaciółka. Ostatecznie, co mogło pójść nie tak? Przecież Jeremy i tak nie zawracał sobie teraz głowy innymi sprawami niż przygotowanie i wdrożenie programu Omega. Dziewczyna założyła, że pewnie nawet nie jest świadomy, że cokolwiek się dzieje w jej życiu emocjonalnym. Zresztą było to zgodne z ich umową - do czasu pokonania Xany nie ma nic ważniejszego od tego. 
-A co jak jednak Jeremy się dowie? Co jak jednak się zezłości? - Hopper wciąż torturowała się w myślach. - Co jak mnie zostawi? Co jak się obrazi? - jej gonitwę myśli przerwał dopiero dzwonek obwieszczający przerwę obiadową. Nastolatka od razu zerwała się na równe nogi, pozbierała swoje rzeczy i rzuciła się pędem w stronę łazienki dla dziewcząt.



Jeremy, Odd i Ulrich leniwie zebrali po lekcji swoje rzeczy i skierowali się w stronę stołówki, gdzie mieli nadzieję spotkać Aelitę. Odd jak zawsze zjadł dużą porcję obiadu i wyprosił u Rose dokładkę, a dostał nawet dwie. Uradowany Żarłok wrócił do swojego stolika i pochłonął całe jedzenie, jakie znajdowało się na jego tacce.
-Będziesz to jadł? - spytał Jeremiego, który zjadł tylko zupę pomidorową, a nie ruszył nawet odrobiny drugiego dania.
-Nie - odpowiedział machinalnie blondyn i podsunął przyjacielowi swój talerz z jedzeniem.
-To rozumiem, że mogę to zjeść? - dopytywał Della Robbia.
-Jasne. Nie mam jakoś ochoty jeść. Zostaw mi tylko deser… - mruknął Belpois, po czym wrócił do przyglądania się szkolnemu podwórku w poszukiwaniu swojej ukochanej.
-Banana? Spoko, ja i tak ich nie lubię - stwierdził Odd, zajadając się kolejną porcją lazanii.
-Nie dziwi was, że Aelita jeszcze nie przyszła na obiad? - zapytał w końcu okularnik, nie odrywając wzroku od podwórka.
-Może źle się poczuła? - zasugerował Ulrich, który od samego początku przerwy wydawał się dziwnie nieobecny.
-Ale akurat teraz? Na obiedzie? - dziwił się Jeremy. - Na lekcjach wyglądała dobrze…
-Wiesz, Einstein, dziewczyny mają te “swoje sprawy”. Może to to? - przypuszczał Włoch.
-Może… Ale coś by powiedziała. To nie w jej stylu. Coś się musiało stać - martwił się Francuz.
-Słuchaj, Jeremy, może dajmy jej czas do końca przerwy, a jak nie przyjdzie na matematykę, to wymkniemy się, żeby jej poszukać? Co ty na to? - Niemiec wstał, zebrał swoją tacę i ruszył z nią ku wózkowi, na który uczniowie zanosili naczynia po skończonym posiłku.
-Dobra, niech tak będzie. Ale nie zmienia to faktu, że i tak się martwię - Belpois poszedł w ślady Sterna i również odniósł swoją tackę. Po chwili do przyjaciół stojących przy wyjściu ze stołówki dołączył także Della Robbia. W trójkę udali się pod salę, w której mieli mieć kolejną lekcję, ponieważ zostało im już tylko kilka minut do dzwonka. Na swojej drodze spotkali jednak nieoczekiwaną scenę - przy wejściu do głównego budynku szkoły zobaczyli Aelitę w towarzystwie Edwarda. Dziewczyna opierała się o ścianę budynku plecami, natomiast chłopak przypierał się jedną ręką o mur, a drugą obejmował biodro towarzyszki. Zanim trójka wojowników zdążyła podejść bliżej, usta Aelity i Edwarda połączyły się w krótkim, ale namiętnym pocałunku. Jeremy na ten widok stanął jak wryty. Kiedy jednak pierwszy szok minął, nastolatek zerwał się i wbiegł do budynku.
-A nie mówiłem, że z tym Edwardem będą same problemy? Od początku miałem złe przeczucia - to mówiąc, Odd pobiegł śladem swojego przyjaciela, zostawiając Ulricha, który nadal był zmrożony sytuacją, którą przed chwilą widział. Chociaż nie był dobry w sprawach sercowych, Stern wiedział, że będzie musiał później szczerze porozmawiać z Hopper o tym pocałunku i o reakcji Jeremiego na to czego musiał być świadkiem. Teraz jednak Niemiec musiał spieszyć się, żeby nie spóźnić się na lekcję.



Przez cały dzień Wojownicy Lyoko nie zamienili ze sobą ani jednego słowa. Każde z nich na swój sposób próbowało zrozumieć zaistniałą sytuację. Najbardziej jednak poszkodowana czuła się Aelita, której przyjaciele odmówili możliwości wyjaśnienia całej sytuacji. Jakby sytuacja nie była już dostatecznie napięta, laptop Jeremiego zapikał, informując o aktywnej wieży, podczas powrotu przyjaciół do internatu.
-Świetnie. Jeszcze Xana nam dzisiaj potrzebny - mruknął zirytowany Jeremy, zawracając i kierując swoje kroki w kierunku kanałów. Jego frustracja była wyczuwalna w otoczeniu, toteż nikt nie śmiał się odezwać.
-Daj spokój, Einstein, może chociaż rozładujemy to napięcie między nami - stwierdził Odd, przerywając nieznośną ciszę, kiedy mijali już bramy parku.
-Niby jak? - zdziwił się okularnik.
-Normalnie. Spuścimy łomot kilku potworom i od razu zrobi nam się lepiej!
-Przypominam ci, Odd, że ja nie wirtualizjuję się z wami. Nie spuszczę łomotu Xanie - powiedział okularnik, odsuwając właz do kanałów.
-Ty może bezpośrednio nie, ale jednak będziesz nas jak zawsze wspomagał, to też się liczy - wyszczerzył zęby Della Robbia, wskakując jako pierwszy przez właz.
-Jakoś sobie tego nie wyobrażam. Wolałbym, żeby moja dziewczyna po prostu nie obściskiwała się z innymi facetami! - Belpois w końcu dał upust swoim negatywnym emocjom, które narastały w nim od obiadu.
-Nie obciskiwałam się z Edwardem! - sprzeciwiła się Aelita.
-Nie? A co robiłaś? Widzieliśmy jak się całujecie - wtrącił Ulrich.
-Nie daliście mi nawet nic powiedzieć! Założyliście najbardziej odpowiadający wam scenariusz, który, dla waszej informacji, bardzo mocno mija się z prawdą! - krzyknęła oburzona dziewczyna.
-Ale co tu jest do zakładania, Księżniczko? Fakty są faktami. Całowałaś Edwarda. Na naszych oczach - powiedział dosadnie Odd.
-Właśnie - przytaknął Jeremy.
-Skoro tak uważacie, to wasz problem. Do wiadomości waszych pustych mózgów, to Edward mnie pocałował. Ja wcale tego nie chciałam! - po tych słowach Aelita wyprzedziła swoich rozmówców i do momentu aż nie wsiedli do windy, przodowała przed nimi, ignorując ich komentarze.



Mimo coraz bardziej napiętej sytuacji wśród przyjaciół, Jeremy wysłał Odda, Ulricha i Aelitę do Lyoko, do sektora leśnego, by mogli stawić czoła Xanie. Tym razem jednak ich wewnętrzny konflikt dał się mocno we znaki. Wojownicy nie potrafili opracować spójnej taktyki, aby pokonać armię potworów Xany, który do ochrony wieży wystawił dwie tarantule, dwa megaczołgi, cztery kraby i pięć karaluchów. Odd niemal od razu zakończył grę, trafiony w krzyżowym ogniu dwóch megaczołgów.
-Skupcie się na misji! - krzyczał do mikrofonu Jeremy.  - Wszystko jedno już kto kogo całował! Musimy pokonać Xanę! W wiadomościach właśnie podali, że dziwne rzeczy dzieją się w kilku elektrowniach jądrowych w Europie. Mam złe przeczucia, że może za tym stać nasz ukochany wirus. Więc dajcie z siebie wszystko!
-Staramy się, Einsteinie - powiedział Ulrich, unikając kilku laserów wystrzelonych w jego kierunku przez kraby.
-To starajcie się bardziej! Nie możemy przegrać! Już ostatnio daliśmy plamy! - emocjonował się komputerowiec.
-Jeremy, robimy co w naszej mocy, ale jest ich za dużo - to mówiąc, elfka przeskoczyła między drzewami, używając ich jako tarczy i atakując z ukrycia polami energii przeciwnika. Mimo, że trafiła dwa karaluchy, sama straciła sporo punktów na trafieniu przez kraba, którego nie zauważyła.


To, co było nieuniknione - Rozdział 19

  Aelita wstała pięć minut przed budzikiem. Głośno ziewając i przeciągając się, zrzuciła z siebie kołdrę, po czym podeszła do swojej szafy, w poszukiwaniu ubrań na kolejny dzień szkoły. Kiedy już była gotowa, żeby iść na śniadanie, zauważyła kartkę leżącą przy drzwiach jej pokoju.
-Ktoś musiał mi to wsunąć pod drzwiami w nocy - myślała dziewczyna. - Może to Jeremy? Chociaż nie, nie podejrzewam go o takie zagrania… - nastolatka westchnęła głośno, podnosząc papier z podłogi. Wzięła go do ręki i rozłożyła. Spojrzała na piękną, delikatnie różową papeterię, ale mimo starań, nie rozpoznała charakteru pisma autora listu.
-Droga Aelito - zaczęła czytać na głos. - Jesteś przepiękną dziewczyną! Masz piękne włosy, delikatne usta i uroczo się ubierasz. Kiedy na ciebie patrzę, nie mogę uwierzyć, że taki anioł jak ty, chodzi po ziemi. Przy tym jesteś taka miła i przyjazna. Chciałbym cię zaprosić na randkę. Wiem, że to dziwna metoda, ale twój kuzyn nie wydaje się być zadowolony z faktu, że mi się podobasz. Utrudnia nam kontakt, przez co nie mogę ci osobiście powiedzieć, jak za tobą szaleję. Proszę daj mi szansę i zgódź się na randkę. Zapraszam cię dziś wieczorem na spacer po parku. Daj znać w porze lunchu, czy jesteś zainteresowana. Łączę wyrazy mojej najszczerszej miłości - Edward. PS: Kocham Cię, Różyczko!
Aelita nie wiedziała, co powinna w tej sytuacji zrobić. Czy powinna się zgodzić na spotkanie, żeby nie złamać serca Edwarda? Mimo wszystko  była pewna, że ona nigdy nie odwzajemni jego uczuć, ponieważ zawsze kochała Jeremiego, więc jaki sens był w angażowaniu się w jakąkolwiek relację z innym chłopakiem? Chociaż z drugiej strony Edward był w szkole tylko do końca miesiąca, więc kilka spotkań nie mogłoby zaszkodzić, prawda? Zwłaszcza, jeśli ich relacja byłaby czysto platoniczna… Czy istniała w ogóle szansa na wyjście z tej sytuacji, tak aby ani Jeremy, ani Edward nie czuli się źle? Nastolatka przyznała się przed sobą, że nie umie sobie w ogóle radzić z takimi trudnymi sytuacjami. W takich chwilach jak ta żałowała, że jej najlepsza i w zasadzie jedyna przyjaciółka wyjechała do Japonii. Yumi wiedziałaby, jak postąpić w tej sytuacji, żeby nie zranić Edwarda, a jeśliby nie wiedziała, to z pewnością miałaby inny punkt widzenia na całą sprawę i mogłaby doradzić przynajmniej, jak zminimalizować negatywne emocje i rozładować całą sytuację.
-Może powinnam do niej zadzwonić? - zastanawiała się Hopper. - W sumie, w Japonii będzie teraz chwilę po dziesiątej... Może Yumi jeszcze nie śpi? Napiszę jej wiadomość, jak odczyta, to się zdzwonimy na wideorozmowę.




Yumi siedziała bezczynnie na łóżku w swoim pokoju. Od jej powrotu do Japonii minęło już kilka miesięcy, ale dziewczyna nie mogła się przyzwyczaić do życia w swoim rodzinnym mieście. Brakowało jej przyjaciół, wspólnego czasu spędzonego na wygłupach i na poważnych rozmowach, nawet zaczęło jej brakować walki z Xaną i wypraw do Lyoko. Ostatnio jej kontakt z przyjaciółmi z Kadic przestał być tak intensywny, jak na początku jej wyjazdu. Wiedziała, że kiedyś to nastąpi. Przez pierwszy miesiąc pobytu w Kyoto łudziła się, że uda jej się utrzymać dobre relacje z przyjaciółmi, a także rozwijać związek z Ulrichem. Kiedy wyjeżdżała przysięgali sobie, że utrzymają kontakt, a czas rozłąki tylko wzmocni ich więź. Wyszło niestety zupełnie inaczej. Ishiyama nie wiedziała, co spowodowało tą powolną zmianę w relacjach z Wojownikami Lyoko. Czy mieli teraz za dużo nauki? A może program, o którym wspominał jej Jeremy w ich ostatniej rozmowie wymaga poświęcania całego czasu wolnego? A może Xana ostatnio częściej atakuje i przez to nie mają czasu do niej nawet napisać? No i co z Ulrichem? Czy już jej nie kochał? Czy już mu na niej nie zależało? Czy to wszystko, co wydarzyło się przed jej wyjazdem naprawdę nic nie znaczyło? Czy byłby zły, gdyby z nim o tym porozmawiała? W głowie Japonki pojawiało się więcej pytań, niż miała odpowiedzi. Sama nie wiedziała, co powinna zrobić. Przede wszystkim nie wiedziała, czy powinna szukać kontaktu z Ulrichem. Ostatecznie, to on przestał się do niej odzywać. Nagle, jakby jej myśli się zmaterializowały, jej telefon zawibrował, a na ekranie pojawiła się wiadomość od Aelity. Yumi była bardziej niż chętna na rozmowę ze swoją przyjaciółką. Może jednak się myliła? Może naprawdę nie mieli teraz dla niej czasu, a gdy tylko nadejdzie lato i Wojownicy zdadzą egzaminy końcowe, ich relacja na nowo się odrodzi? Może to tylko chwilowe problemy?
-Zdecydowanie za dużo myślę - mruknęła do siebie Ishiyama, wybierając rozmowę wideo z Hopper. Po kilku sygnałach na ekranie jej małego smartfona pojawiła się uśmiechnięta twarz przyjaciółki.
-Cześć Yumi! - przywitała się różowowłosa.
-Cześć, cześć - odpowiedziała machinalnie, siadając wygodniej na swoim łóżku i poprawiając poduszkę za swoimi plecami. - Co tam?
-A wszystko dobrze… Ostatnio mamy sporo na głowie - zaczęła Aelita.
-Mi to mówisz? Ja też ostatnio mam mało czasu…
-No widzisz, dlatego ciężko nam znaleźć slot na rozmowę z tobą. Przepraszam.
-Nic się nie stało. Ja też byłam w ostatniej klasie liceum. Wiem, że nie jest to bułka z masłem.
-W każdym razie, jak już znalazł się czas, to przynajmniej ci powiem, że udało nam się wdrożyć i prototypowo uruchomić program Omega, który definitywnie zakończy żywot Xany.
-To świetna wiadomość! Wiedziałam, że się tam nie wylegujecie w tej Francji - zaśmiała się Yumi, przeczesując dłonią włosy.
-Wiem, też się z tego cieszę - uśmiech rozjaśnił twarz Aelity, ale tak szybko jak się pojawił, zniknął. - Niestety, Xana pokrzyżował nam plany i usunął większość naszej pracy…
-To drań… - westchnęła Japonka, zastanawiając się, co powinna w tej sytuacji powiedzieć i czy w ogóle było cokolwiek do powiedzenia.
-Tak, drań. Chociaż my też pojechaliśmy po całości, bo Jeremy nie zrobił żadnej kopii tego programu. Byliśmy tacy pewni, że Xana nie będzie ingerował w nasze testy, że zostawiliśmy mu naprawdę spore pole do popisu, które jak widać świetnie wykorzystał.
-Nie załamuj się - Yumi starała się pocieszyć przyjaciółkę. - Jak raz napisaliście ten program, to go napiszecie drugi raz. A kto wie? Może będzie lepszy?
-A to z pewnością… Problemem jest jednak czas… Mamy teraz niewiele wolnego z uwagi na fakultety, przygotowujące do egzaminów, a żeby osiągnąć tamten poziom kodu źródłowego, potrzebowaliśmy z Jeremim prawie pół roku siedzenia po nocach. Naprawdę ciężko będzie to nadrobić. No, ale w każdym razie, nie po to dzwonię, żeby tu gadać od rzeczy o Xanie.
-Tak? - zdziwiła się Ishiyama.
-Tak. Widzisz, Yumi, dzwonię po radę.
-Jaką radę?
-No, najlepiej taką od serca - uśmiechnęła się promiennie Hopper. - Widzisz, mam mały problem z chłopakiem…
-No, tylko mi nie mów, że Jeremy w końcu zaprosił cię na randkę…
-Nie powiem. Jeremy tego nie zrobił… To problem z innym chłopakiem…
-Z innym?
-Tak. Do Kadic przyjechał kuzyn Sissi, Edward. Chyba wpadłam mu w oko - wyznała nieśmiało Aelita, bawiąc się przy tym palcami wskazującymi.
-To chyba dobrze, nie?
-Nie do końca. Nie chcę robić mu nadziei. Wiesz, że kocham Jeremiego... Ale z drugiej strony nie chciałabym zranić Edwarda. Wydaje się naprawdę miły.
-I ja mam ci poradzić, co zrobić w takiej sytuacji?
-No, jeśli masz jakiś pomysł, jestem otwarta na sugestie.
-Ja nie jestem dobra w sprawach sercowych - zaśmiała się Japonka. - Przecież wiesz, co się działo, kiedy chodziłam do Kadic, i kiedy Ulrich i William rywalizowali ze sobą o mnie. Nie poradziłam sobie z tym najlepiej.
-Nie pomyślałam o tym. Chociaż powiem ci szczerze, że i tak się cieszę, że mogę z kimś o tym porozmawiać. To już dużo dla mnie znaczy…
-A to nie rozmawiałaś o tym z Jeremim?
-Nie, tylko Odd zauważył, że Ed ma coś do mnie...
-W takim razie porozmawiaj z nim. Ukrywanie tego przed nim jest nie fair. Zwłaszcza, jeśli chcesz kiedyś z nim być na poważnie.
-Serio? Myślisz, że Jeremy się nie wścieknie? - zastanawiała się Aelita.
-Nie. Daj spokój, przecież wiesz, że Einstein to oaza spokoju. Poza tym, myślę, że szczerość zawsze popłaca - Yumi puściła oko do przyjaciółki, gotowa kontynuować swoją wypowiedź, ale gdy tylko usłyszała wołanie z kuchni wiedziała, że będzie musiała kończyć rozmowę. - Kurczę… Pora już na mnie. Mama mnie woła. Muszę iść.
-Rozumiem. Mimo wszystko dzięki za taką babską rozmowę. Potrzebowałam tego.
-Nie ma sprawy. Jak coś, polecam się na przyszłość - zachichotała Ishiyama. - To do następnego razu!
-Tak, do następnego! Pa! - Hopper pomachała na pożegnanie, po czym jej twarz znikła z ekranu telefonu Japonki. 


To, co było nieuniknione - Rozdział 18

Aelita i Edward stanęli naprzeciw siebie, tak żeby móc patrzeć sobie w oczy. Wiatr zaczął wiać znacznie mocniej, ale żadne z nich nie czuło zimna. Przez ciągnącą się dłuższą chwilę patrzyli na siebie, niepewni co dalej powiedzieć.
-To jak? Masz chłopaka? - zapytał ponownie Edward, widząc, że Aelita doznała niezrozumiałego dla niego szoku.
-Mam - odpowiedziała w końcu.
-To nie dobrze - Delmas zaśmiał się lekko zdenerwowany. - Ale może spróbuję dalej… Czy chciałabyś być moją dziewczyną?
-Ja… - Hopper przełknęła głośno ślinę. - Nie mogę - odparła niepewnie.
-Dlaczego?
-No bo mam chłopaka…
-Chłopaka zawsze można zmienić - nastolatek wzruszył ramionami jakby to dotyczyło zmiany skarpetek.
-Ale ja go kocham - Aelita nabrała wreszcie pewności siebie. Nie chciała sprawić przykrości swojemu towarzyszowi, ale nie mogła też przestać myśleć o Jeremim, który tyle dla niej zrobił.
-A ja ci się nie podobam? - spytał z wyrzutem Ed, łapiąc nastolatkę za prawą dłoń.
-To nie tak… - Hopper nie wiedziała już jak ma postępować w tej sytuacji, a przede wszystkim nie wiedziała jak sprawić, by Edward dał jej w tym temacie spokój.
-Czyli ci się podobam - rzekł dumnie chłopak.
-Nie… Ja… No… - dukała różowowłosa.
-Nie słyszałeś, że ona ma chłopaka? - do rozmowy wtrącił się Odd, który od kilku minut przyglądał się tej sytuacji, oceniając czy jego ingerencja w nią jest konieczna. Zdecydował się jednak odezwać, ponieważ widział coraz większe zakłopotanie ze strony Aelity.
-I co? Że niby to ty? - Delmas obrócił się w stronę Della Robbii.
-A kto tak powiedział? - zdziwił się Włoch.
-Skoro nie jesteś jej chłopakiem, to się nie wtrącaj - Edward powiedział pewnym siebie głosem.
-Będę się wtrącał - odparł pośpiesznie Odd. - Może nie jestem jej chłopakiem, ale za to jestem jej kuzynem, więc mam prawo się wtrącać - to mówiąc, nastolatek puścił oczko do Aelity, na co ta się lekko uśmiechnęła.
-Nie obchodzi mnie kim jesteś - odparł pewny siebie Edward. - Miłość nie wybiera - skwitował i już miał złapać za rękę swoją Różyczkę, by odciągnąć ją gdzieś w bardziej ustronne miejsce, ale w tym momencie Odd, jakby przewidując jego ruch, stanął między nimi.
-Miłość? Jaką miłość? Jak można mówić o miłości, jeżeli znacie się zaledwie kilka dni? - dopytywał Della Robbia, samemu będąc w szoku słów jakie wypływały z jego ust.
-Nie zrozumiesz tego - zaczął Ed. - To miłość od pierwszego wejrzenia. To przeznaczenie. Kocham ją.
-Jak dla mnie to zwykłe zauroczenie. Jesteś kobieciarzem, Ed - stwierdził Włoch, starając się przybrać poważną minę, chociaż w głębi duszy sam sobie mógł to powiedzieć. Nagle naszły go przeszywające życiowe refleksje, że może on sam jest winien swoich niepowodzeń w miłości, że może jego podejście jest dla dziewczyn tak samo oczywiste jak w tym momencie dla niego postawa Edwarda.
-Skąd możesz wiedzieć? - oburzył się Delmas, przerywając długą ciszę, która zapadła po tym jak Odd wpadł w wir swoich myśli.
-Widzę to - powiedział pewnym siebie głosem Odd. - Próbujesz się z nią tylko zabawić. Nie chcesz poważnego związku. Zresztą, jak mógłbyś chcieć? Przecież wyjeżdżasz z końcem miesiąca.
-To nieprawda! - skontrował brunet. - Zakochałem się w Aelicie i jestem gotowy prowadzić z nią nawet związek na odległość.
-Związek na odległość? Stary, takie rzeczy nie istnieją - zaśmiał się blondyn.
-Skąd wiesz?
-Z doświadczenia - westchnął Della Robbia, myślami wracając do relacji Yumi i Ulricha, która rozpadła się na jego oczach przez zbyt dużą odległość, która ich dzieliła. - Chodźmy już, Księżniczko. Czas wracać do szkoły - to mówiąc, nastolatek obrócił się w stronę, z której przyszedł. Aelita bez słowa, ani nawet najszybszego spojrzenia, odwróciła się od Edwarda, podążając za swoim "kuzynem".
-To jeszcze nie koniec… - mruknął do siebie Delmas, po czym odszedł w przeciwną stronę, ledwo tłumiąc narastającą w nim złość.



Ulrich siedział dalej w swoim pokoju, zmuszając się do czytania lektury. Nie był nią w ogóle zainteresowany - była nudna, a akcja w niej w ogóle nie istniała. Zresztą ciężko było mu szukać akcji w książkach, jak sam bywał w zdecydowanie bardziej emocjonujących sytuacjach, niż jakakolwiek książka akcji mogłoby mu zapewnić.
-No mówiłem, że tak będzie - warknął Odd, wchodząc do pokoju i trzaskając drzwiami.
-Jak tak dalej będziesz walił tymi drzwiami, to w końcu nam wypadną i Jim nam kotarkę powiesi - skomentował nieco żartobliwie Stern.
-Daj spokój. Nie jestem w humorze - fuknął Della Robbia, rzucając się przy tym na swoje łóżko i tym samym budząc Kiwiego, który spał w najlepsze zwinięty na kocu.
-A co ci go tak zepsuło? Nie zacząłeś przecież jeszcze czytać tej pasjonującej lektury?
-Nie… To nie lektura… Przecież wiesz, że nie dotykam książek - zaśmiał się Odd, ale zaraz jego frustracja powróciła. - Mówiłem ci, że Ed będzie się dostawiał do Aelity. To było widać już od momentu, w którym nas przedstawiłeś.
-I co takiego zrobił do tej pory? Z tego co wiem, to jedynie uczyli się razem matematyki. Edward wspominał, że ma jakieś problemy z logarytmami czy czymś takim…
-Ulrich, ja bardzo cię lubię, naprawdę, ale w sprawach uczuciowych jesteś strasznie tępy.
-Odezwał się ekspert - burknął Ulrich, wracając do czytania książki.
-Nie o to mi chodzi. Wiem, że nie jestem ekspertem - westchnął Odd.
-A to ci nowość… - Ulrich postanowił jednak porozmawiać ze współlokatorem, ponieważ jego nagła zmiana nastroju go zaintrygowała.
-Chodzi mi o to, że naprawdę się martwię - kontynuował Włoch, ignorując komentarz przyjaciela. - Nie chcę, żeby Einsteinowie przechodzili przez rozstania i awantury miłosne. Oni już dość przeszli i chciałbym, żeby byli szczęśliwi. Taki Edward może wszystko zepsuć.
-Nie wydaję mi się, Odd. Oni nie widzą świata poza sobą, więc nawet jeśli będą mieli ciche dni, to ostatecznie i tak się pogodzą.
-Dlaczego jesteś taki pewny?
-Sam nie wiem. Jedyne co wiem, to to, że oni są w swojej lidze. Pasują do siebie. Mają wspólne tematy. A taki Edward? Co ma do zaoferowania Aelicie? Przecież ona nie powie mu “hej, połowę mojego życia mieszkałam w wirtualnym świecie, walczyłam z wirusem komputerowym, a teraz mam przerażające sny, weź mnie przytul”.
-Może i masz rację… Ale mimo wszystko się martwię… Ed to typowy kobieciarz…
-I kto to mówi…
-Ej, wypraszam to sobie. To że nie udają mi się związki, nie znaczy od razu, że chciałbym mieć miliony dziewczyn…
-Nie? A kto się potem przechwala “byłem z Miradną, Evą, Ellą i z dziesięcioma innymi”?
-Staram się patrzeć na to optymistycznie - stwierdził blondyn. - Ale byłem z nimi, bo mi się podobały, a co ważniejsze, chciałem z nimi stałego związku. Ed nie chce go z Aelitą.
-Skąd wiesz?
-Daj spokój, obaj wiemy, że z końcem miesiąca wyjeżdża, a związki na odległość nie mają żadnej przyszłości…
-Nie byłbym taki pewny…
-Dlaczego nie? Jakoś nie widzę, żeby ci się z Yumi układało. Nawet ostatnio nie rozmawiacie.
-Yumi to inny przypadek…
-Dlaczego inny? Dziewczyna jak dziewczyna. Kochałeś ją i ona kochała ciebie. Gdyby nie to, że wyjechała do Japonii, bylibyście parą.
-Nigdy nie mieliśmy przyszłości jako para - skwitował Ulrich. - Gdybyśmy mieli być razem, to byśmy byli. Nie ważne co.
-Myślę, że jednak odległość zrobiła swoje - mruknął Odd, głaszcząc Kiwiego. - W każdym razie, chodzi mi o to, że Ed może bardzo namieszać w życiu miłosnym Einsteinów, a potem zabrać tyłek i wyjechać. A nasze gołąbki zostaną z niczym.
-Może masz rację… Będę uważał na Edwarda, kiedy będę z Aelitą.
-I to chciałem usłyszeć! Wojownicy muszą trzymać się razem! Zwłaszcza dla naszych gołąbeczków!

To, co było nieuniknione - Rozdział 17

    Kuzyn Sissi zrobił ogromne wrażenie nie tylko na wszystkich uczniach szkoły Kadic, ale także przypadł do gustu nauczycielom. Był bardzo miły, odpowiadał na wszystkie zadawane pytania, chętnie przychodził do tablicy - po prostu uczeń idealny. Choć od przyjazdu Edwarda Delmasa do Kadic minął zaledwie tydzień, to nastolatek już zdążył się zadomowić - zapisał się nawet do drużyny piłkarskiej, chociaż dobrze wiedział, że jego pobyt we Francji jest tylko chwilowy. Tak, jak powtarzał to wszystkim, zarówno nowym kolegom z drużyny, jak i dziewczynom, które ewidentnie były nim zainteresowane, przyjechał tylko na miesiąc, żeby pobyć ze swoim wujem i kuzynką, a także, żeby zwiedzić Paryż. Nietrudno się domyślić, że  chętnych uczennic ze szkoły, żeby towarzyszyć mu w wycieczkach po stolicy Francji, nie brakowało. On jednak zauroczony był swoją Różyczką. Dziewczyną o nietypowych, różowych włosach i o nietypowym ubiorze - tak dziewczęcym i niewinnym, jakby była ucieleśnieniem anioła. Chciał spędzać z nią każdą chwilę, co okazało się być nie lada wyzwaniem, ponieważ był od niej o rok młodszy, więc czas jaki mógł z nią spędzać ograniczał się tylko do przerw między lekcjami i popołudniowych korepetycji z matematyki. Chociaż z tego przedmiotu miał najlepsze oceny ze wszystkich uczniów w swojej szkole w USA, udawał, że nie radzi sobie z logarytmami, żeby tylko Aelita spędziła z nim więcej czasu. Uwielbiał, kiedy do niego mówiła - miała taki łagodny i melodyjny głos, że mógłby go słuchać godzinami.
-Ed, słuchasz mnie w ogóle? - zapytała nagle Hopper, widząc nieobecny wzrok nastolatka. Siedzieli właśnie razem w bibliotece, przerabiając zadania z matematyki.
-Tak, tak - Edward skinął głową dwa razy, po czym przeciągnął się, tak, aby zarzucić rękę na tył oparcia krzesła zajmowanego przez dziewczynę.
-To w takim razie, dlaczego tu ci wyszło dwie trzecie, a nie jedna trzecia?
-Oj, chyba źle zapisałem… - Delmas zrobił minę dziecka, które właśnie nabroiło i próbuje jakoś udobruchać matkę. - Pomyślałem dobrze…
-Jak dla mnie to ty nie masz problemów z matematyką… - zaczęła Hopper, kartkując zeszyt kolegi.
-Nie? - Ed udawał zdziwionego.
-Nie - powtórzyła Aelita. - Jak dla mnie jesteś po prostu bardzo zdekoncentrowany.
-Może masz rację…
-Może potrzebujesz, trochę odpoczynku? - zasugerowała nastolatka.
-Chyba tak… Ale z drugiej strony, chciałbym już mieć te zadania z głowy…
-Zawsze możemy do nich wrócić za chwilę. Chcesz się przejść?
-Pewnie - Edward czekał na taką okazję. Będzie mógł teraz przez chwilę pobyć z Aelitą i będzie miał szansę jej powiedzieć co do niej czuje. Zebrał szybko swoje rzeczy i w towarzystwie Różyczki wyszedł z biblioteki, kierując się do parku nieopodal szkoły.



Odd i Ulrich spędzali czas wolny w swoim pokoju. Odd siedział na swoim łóżku oparty o ścianę i zawzięcie wysyłał wiadomości z jakąś dziewczyną, którą poznał przez internet. Natomiast Ulrich siedział przy biurku, czytając jedną z tych lektur obowiązkowych, do których przeczytania trzeba się zmuszać.
-Co myślisz o tym całym Edwardzie? - zapytał nagle Della Robbia, odrywając wzrok od telefonu.
-A co mam myśleć? - zdziwił się Stern.
-No nie wiem - Włoch machnął ręką. - Jest fajny. Nie jest fajny. Jest dziwny. Cokolwiek.
-Sam nie wiem - przyznał Niemiec. - W sumie wydaje mi się całkiem spoko.
-A mi się nie podoba.
-To chyba dobrze, Odd - zaśmiał się Ulrich, odwracając się przodem do współlokatora.
-Nie… Nie w tym sensie! - Della Robbia speszył się na taką aluzję. - Chodziło mi o to, że nie podoba mi się, że on się tak nagle pojawił i w sumie stał się bardzo popularny w tak krótkim czasie…
-A, rozumiem - Stern spojrzał znacząco na przyjaciela. - Jesteś zazdrosny, bo ty nie jesteś taki popularny i dziewczyny tak za tobą nie latają, jak za nim.
-No nie mogę z tobą! - fuknął Włoch, burmusząc się przy tym. - Mam na myśli… Czy nie wydaje ci się to dziwne?
-Ale niby co?
-No to, że niby jakiś kuzyn Sissi przyjeżdża do Kadic i od razu z każdym się zaprzyjaźnia? Nawet z nami?!
-Nie, nie wydaje mi się to dziwne. Ed po prostu jest luzakiem, który z każdym się dogada.
-Ale to rodzina Sissi. Powinien być raczej upierdliwy tak jak ona…
-Zauważ, że Sissi już od jakiegoś czasu nie jest upierdliwa. Nawet ostatnio zrobiła się całkiem miła dla nas.
-Bo próbuje się podlizać! Chce się do ciebie dobrać i to jest jej nowa taktyka!
-Odd, zaczynasz chyba wariować…
-Ja? Wariować? Dobre sobie… To ty nie widzisz, że Sissi próbuje cię omamić… A ten cały Edward wcale lepszy nie jest… Jakbyś nie zauważył, to dobiera się do Aelity! - Della Robbia wstał, rzucając na łóżko swój telefon, po czym podszedł bliżej współlokatora.
-I to cię martwi? Że dobiera się do Aelity? - Stern uniósł brwi do góry.
-Tak. Nie potrzebujemy do walki z Xaną dodawać jeszcze zawodów miłosnych…
-Spokojnie, Aelita nie widzi świata poza Jeremim.
-Wiem, ale to nie zmienia faktu, że Einstein może być zazdrosny…
-Jeremy pewnie nawet nie zauważył, że Ed coś tam czuje do Aelity. Poza tym Ed wyjeżdża za niecały miesiąc.
-Słuchaj, to że nie udało mi się przemówić ci do rozsądku w sprawie Yumi i Sissi, to nie znaczy, że w tym przypadku będę obojętny. Chciałem, żebyś mi pomógł jakoś odciągnąć Edwarda od Aelity, ale widzę, że w tej sprawie jestem zdany sam na siebie - to mówiąc, Włoch obrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju, trzaskając przy tym ostentacyjnie drzwiami.
-Odd, zaczekaj! - krzyknął za nim Ulrich, ale jego przyjaciel już go nie słyszał. Nastolatek obrócił się w stronę biurka, oparł łokcie na blacie i zaczął analizować dokładnie to co Odd powiedział mu przed chwilą.



Był pogodny, wiosenny wieczór. Choć temperatura powietrza utrzymywała się w okolicach dziesięciu stopni i wiał delikatny wietrzyk, to w parku było wielu spacerowiczów. Aelita i Edward szli ramię w ramię przed siebie, niewiele się do siebie odzywając.
-Czy mogę ci coś powiedzieć, Różyczko? - zagadnął po długiej, nieprzerwanej ciszy Delmas.
-Co takiego? - Hopper spojrzała na swojego towarzysza nieco niepewnie.
-Zastanawiam się jak to powiedzieć…
-Najlepiej jak najprościej - zaśmiała się dziewczyna.
-Łatwo ci powiedzieć - twarz Edwarda zalała się niewielkim rumieńcem. - Chciałem się zapytać…
-O co?
-Czy… czy masz może chłopaka? - Ed był zdziwiony brakiem pewności w swoim głosie, gdy zadawał to pytanie. Przeważnie nie miał problemów, by pytać dziewczyny o takie rzeczy. Nie miał też podstaw do obaw w tej kwestii, ponieważ nawet jeśli dziewczyna, o którą zabiegał miała chłopaka, to gdy on proponował jej randkowanie, to z założenia był na wygranej pozycji i dziewczyna rzucała swojego dotychczasowego partnera, by chodzić z nim. Teraz nie mogło być inaczej. Nawet jeśli Aelita powie, że ma chłopaka, on i tak go wyprze i będzie randkował ze swoją Różyczką. 


To, co było nieuniknione - Rozdział 16

    Po upływie kilku minut Ulrich wszedł z posępną miną do pomieszczenia z superkomputerem. Spojrzał przepraszająco na Jeremiego, po czym przystanął koło holomapy, obserwując poczynania swoich przyjaciół w Lyoko.
-Przepraszam, nie zauważyłem tego kraba - powiedział szatyn po chwili namysłu.
-Teraz to nie ma za co przepraszać - odparł wkurzony blondyn, poprawiając okulary. - To już się stało. Teraz musimy mieć nadzieję, że Odd i Aelita sobie poradzą.
-A co z naszym programem w Lyoko? - Stern zastanawiał się czy to odpowiedni moment, żeby pytać o tą kwestię, ale jednak postanowił zaryzykować.
-Już tylko pięć procent - odpowiedział posępnie Belpois. - Zabezpieczyłem te pliki, które byłem w stanie. Jeśli Xana usunie wszystko, będzie trudno mi przywrócić wcześniejszy kod.
-Ale coś nam zostanie? - dopytywał z nadzieją Niemiec.
-Tak. Zabezpieczyłem podstawowy kod i trochę zależności. Ale przydałoby nam się to, co właśnie teraz się kasuje…
-Beznadziejna sprawa - skwitował Ulrich. - Xana naprawdę się dzisiaj przygotował do walki.
-I tego się nie spodziewałem… - to mówiąc, Jeremy zdjął okulary i zakrył rękami oczy, nie chcąc patrzeć jak jego ciężka praca ulatuje w cyfrowy niebyt. W tym momencie prototyp programu “Omega” został całkowicie usunięty z Lyoko. W wirtualnym świecie wieża sama się dezaktywowała, a potwory zniknęły, co wywołało wielkie zdziwienie na twarzach Odda i Aelity.
-To koniec? - spytał z niedowierzaniem koci wojownik, machając swoim wirtualnym ogonem. - Przegraliśmy?
-Na to wygląda… - odpowiedziała mu elfka, ciężko przy tym wzdychając.
-Dobra, ludzie. Ściągam was z powrotem - Belpois wybrał odpowiednie opcje na ekranie superkomputera i po chwili jego przyjaciele pojawili się znowu na Ziemi.



Żadne z Wojowników nie chciało przerwać panującej od ponad dwudziestu minut ciszy. Jedynymi dźwiękami, które wypełniały pomieszczenie z superkomputerem były uderzenia palców Jeremiego o klawiaturę. Nastolatek podjął się ostatniej próby zrobienia kopii zapasowej i odtworzenia ostatniego prototypu programu “Omega”.
-Gdybym przybiegł szybciej… - zaczął nagle Ulrich, wypełniając swoim zmartwionym głosem cieszę.
-Nic by to nie zmieniło - odpowiedziała stanowczo Aelita.
-Zmieniłoby, zmieniło - burknął pod nosem Odd.
-Nic by nie zmieniło - powtórzyła natolatka. - Ta walka była spisana na straty od samego początku, wiesz dobrze o tym, Odd.
-Wcale nie - sprzeciwił się Della Robbia. - Gdybyśmy szybciej mogli wkroczyć do akcji, to wynik mógłby być inny, ale nie… Musieliśmy czekać na Ulricha!
-Widziałeś ile było potworów? - zapytała sugestywnie Hopper. - Nawet jakbyśmy od razu zaatakowali i mieli wsparcie Yumi czy Williama, to wszystko byłoby na nic. Było ich za dużo!
-Xana dobrze to ukartował… - wtrącił się do rozmowy Belpois. - Dobrze wiedział, kiedy przypuścić atak. To była pułapka. Mogłem to przewidzieć.
-Daj spokój - Stern poklepał przyjaciela po ramieniu. - Nikt z nas nie mógł przewidzieć takiego obrotu spraw.
-Mogłem chociaż bardziej zabezpieczyć pliki… Zrobić kopię zapasową… - mamrotał pod nosem okularnik, kręcąc przy tym głową.
-Ale nie zrobiłeś tego, Einstein - stwierdził Włoch.
-Nie ma co rozpamiętywać tej porażki - Hopper nagle zmieniła ton głosu, starając się by brzmieć bardziej optymistycznie. - Musimy na następny raz być lepiej przygotowani.
-To prawda - przytaknął Belpois. - Następnym razem musimy zabezpieczyć proces wgrywania i uruchamiania programu, a do tego koniecznie musimy mieć kopie zapasowe.
-No, najlepiej dwie lub trzy - dodał Ulrich. - Na wypadek jakby Xana próbował nam je ukraść.
-Dobry pomysł - powiedział komputerowiec, zeskakując z fotela. - W takim razie nic tu po nas. Chodźmy do Kadic. Tam zajmiemy się z Aelitą rekonstrukcją “Omegi”.



Przyjaciele wrócili do internatu w sam raz na obiad. Humor Odda znacznie się poprawił, gdy zobaczył wszystkie apetycznie wyglądające dania, jakie Rose wyłożyła na szwedzkim stole. W szkolnej stołówce rzadko zdarzało się by na którykolwiek z posiłków wystawiano szwedzki stół. Kiedy tak się działo, mogło to oznaczać dwie kwestie - albo do szkoły przyjechał ktoś ważny, albo kończyły się w szkole zapasy i wystawiano wszystko co było, byleby tylko uczniowie mieli co zjeść. Odd osobiście obstawiał tą drugą opcję, ale Ulrich dobrze wiedział, że taka jedzeniowa rozpusta jest związana z przyjazdem kuzyna Sissi do Kadic.
-Nie mogę w to uwierzyć! - zachwycał się Włoch, nakładając sobie jedzenie na talerz. - Spaghetti! Ile ja czasu tego nie jadłem?
-Co w tym wspaniałego? Zdecydowanie lepsze są naleśniki - to mówiąc, Aelita nałożyła sobie dwa naleśniki z serem i wzięła do tego kompot. Jeremy i Ulrich wzięli zapiekane warzywa z mięsem mielonym. Stern cały czas trzymał się blisko znajomych, starając się by Sissi go nie zauważyła. Nie miał w tym momencie ochoty na rozmowę z nią - chciał zjeść obiad w towarzystwie pary Einsteinów i swojego współlokatora. Kiedy grupka przyjaciół zasiadła przy swoim ulubionym stoliku, nagle koło nich stanęła Sissi w towarzystwie bardzo wysokiego, wysportowanego bruneta, ubranego w jeansy i obcisłą białą koszulkę, która uwydatniła każdy mięsień na jego klatce piersiowej.
-Ulrich, Kotku, chciałabym ci przedstawić Edwarda Delmasa, mojego kuzyna - Elizabeth przyciągnęła do siebie swojego towarzysza, popychając go tym samym w stronę stolika, przy którym siedziała grupka przyjaciół-wojowników.
-Miło cię poznać - to mówiąc, Stern wstał i uścisnął rękę nowego przybysza.
-Mi również - odpowiedział brunet, energicznie potrząsając ręką Ulricha. - A kim są twoi koledzy?
-Och, to jest Jeremy, to Odd, a to Aelita - Niemiec przedstawił swoich przyjaciół po kolei, wskazując przy tym na nich ręką.
-Aelita? Tak? - Edward spojrzał znacząco na dziewczynę, po czym podszedł do niej. - Jak dla mnie zdecydowanie lepiej do ciebie pasuje Różyczka. Czy mogę cię tak nazywać?
-Chy.. Chyba tak - odpowiedziała nieśmiało Hopper.
-Czy mogę się przysiąść do was? - Edward nie czekał na zgodę ze strony grupki przyjaciół, tylko od razu zajął miejsce koło Aelity.
-Ale Ed, miałeś siedzieć ze mną, Nicolasem i Herbem… - Sissi zaczęła marudzić.
-Ale chciałbym dzisiaj zjeść z Różyczką - nastolatek posłał znaczące spojrzenie w stronę Hopper. - Jak chcesz, to przecież możemy zjeść wszyscy razem.
-Dobra, to idę po chłopaków - Delmas postanowiła nie dawać za wygraną i zgodnie z sugestią kuzyna, przyprowadziła swoich znajomych i przysiadła się z nimi do stolika, przy którym siedzieli Wojownicy Lyoko. Atmosfera przez pierwsze kilka minut przy stoliku była ciężka do zniesienia. Nikt nie chciał się odezwać pierwszy, ale w końcu Edward wziął sprawy w swoje ręce i zaczął swobodnie rozmawiać o wszystkim i o niczym, dzięki czemu inni zgromadzeni przy stoliku poszli w jego ślady. Atmosfera się poluźniła i po chwili wszyscy rozmawiali ze sobą, jakby znali się już od kilku lat. Oczywiście Lyoko i walka z Xaną pozostały mroczną tajemnicą Wojowników, ale problemy w nauce, ulubione sporty, hobby, topowe programy telewizyjne i najlepsze gry komputerowe na rynku świetnie wypełniały rozmowy w czasie wspólnego posiłku na stołówce szkolnej. Okazało się, że Edward jest świetnym pomostem pomiędzy światem zwykłych nastolatków, a tych trzymających się nieco na uboczu, ponieważ nie tylko uprawia sport, ale także dobrze się uczy i jest bardzo obrotnym nastolatkiem.

To, co było nieuniknione - Rozdział 15

     Ulrich biegł co sił w nogach przez park otaczający szkołę. Zajęło mu chwilę, żeby poodkładać wszystkie książki w bibliotece na miejsce. Gdyby tego nie zrobił, bibliotekarka z pewnością nie pozwoliłaby mu wyjść. Obiecał Jeremiemu, że będzie w fabryce jak najszybciej, i że nie zajmie mu to więcej niż dziesięć minut. Przeklął jednak siebie w duchu, spoglądając na zegarek na swoim nadgarstku, który punktował każdą minutę jego spóźnienia. Minutę, która w walce z Xaną mogła mieć ogromne znaczenie i wpływać niekorzystnie na wynik starcia. W końcu, gdy przebiegł całą drogę do opuszczonej fabryki, wpadł jak burza do windy, waląc ile sił w stary panel sterujący windą. Zjechał kilka poziomów niżej i wbiegł do pomieszczenia z superkomputerem.
-Przepraszam, że tak długo - wydyszał. - Ale szybciej nie dałem rady.
-Ulrich, no wreszcie - głos Odda dochodzący z superkomputera rozlał się po pomieszczeniu. - Dawaj go tu Jeremy szybko, nie ma czasu do stracenia.
-Się robi - odparł Belpois. - No, to słyszałeś Odda. Biegiem do skanera.
-Lecę - to mówiąc, Stern szybko zjechał windą do pomieszczenia ze skanerami, po czym wbiegł do tego skanera, który znajdował się najbliżej wejścia.
-Transfer Ulricha! Skan Ulricha! Wirtualizacja! - Jeremy powiedział machinalnie swoją stałą formułkę, dzięki której zawsze pamiętał o wszystkich krokach, jakie musi wykonać, żeby wysłać Wojowników do Lyoko.




Odd machał ogonem z niecierpliwością wymalowaną na twarzy. Aelita w tym czasie stała, przyglądając się wszystkim potworom wystawionym przez Xanę do obrony aktywnej wieży i analizując taktykę, jaką powinni obrać, żeby udało im się jak najszybciej przedrzeć do wnętrza budowli. Ulrich natomiast musiał dobiec do przyjaciół, gdyż Einstein zwirtualizował go zdecydowanie dalej od punktu docelowego, niż planował.
-No nareszcie jesteś! - krzyknął z wyrzutem Della Robbia. - Wolniej się nie dało?
-Nie, ale jak chcesz to mogę sobie już iść - odgryzł się Stern.
-Jak już tyle się wyczekaliśmy na jaśnie pana to już zostań - burknął koci wojownik.
-Dajcie spokój, chłopaki - interweniowała Hopper. - Musimy się teraz skupić na dezaktywacji wieży. Kłócić się będziecie później.
-Dobra. No, ale skoro nie możemy po prostu rozwalić tych potworów… - Odd spojrzał znacząco na przyjaciół. - To jaki mamy plan?
-Myślę, że musimy się zakraść… - zaczęła spokojnie mówić Aelita. -  Wydaje mi się, że próbowanie ataku bezpośredniego nie wyjdzie nam na dobre…
-Masz rację - poparł ją Urlich. - Jest ich za dużo, a nas za mało na bezpośrednie starcie. Spróbowałbym jednak zaatakować od frontu, żeby odwrócić uwagę potworów.
-Piszę się na ochotnika! - stwierdził z zapałem Della Robbia.
-W takim razie, Odd, ty odwracasz ich uwagę, a ja z Aelitą zakradamy się od tyłu. Aelita idzie do wieży, a ja atakuję potwory od drugiej strony - mówiąc to, samuraj kreślił mieczem linie po wirtualnej ziemi, które obrazowały omawiany plan działania.
-Mnie to pasuje! Spotkamy się w połowie, Ulrich! - krzyknął koci wojownik, biegnąc w stronę potworów Xany i szykując laserowe strzały do ataku.
-No to w takim razie na nas też już pora - Stern ruszył w stronę aktywnej wieży, pociągając za sobą Hopper.




Jeremy rwał sobie włosy z głowy, ponieważ dezaktywacja wieży znacznie się przedłużała, a to przybliżało Xanę do całkowitego usunięcia prototypowej wersji programu “Omega”. Belpois wiedział, że wygrana Xany w tym starciu, będzie oznaczała cofnięcie postępów w projekcie o kilka tygodni. Zbytnio łudził się, że Xana nie będzie na tyle podstępny, żeby ingerować w testy, jakie Wojownicy przeprowadzali w Lyoko już od ponad miesiąca, więc nie zrobił żadnej kopii zapasowej ostatniej wersji programu. Okularnik z niecierpliwością obserwował walkę w Lyoko, a przy tym patrzył na pasek postępu, obrazujący proces wgrywania testowego oprogramowania.
-Xana nie możesz wygrać tym razem - mówił do siebie, obgryzając przy tym paznokcie u lewej dłoni. - Muszę coś szybko wymyślić… Może udałoby mi się teraz skopiować część plików? - po tych słowach gorączkowo zaczął pisać na klawiaturze, usiłując poprzez komendy konsolowe zabezpieczyć wszystko, czego Xana jeszcze nie skasował.




W Lyoko sytuacja była dramatyczna. Plan, który wdrożyli Wojownicy nie zadziałał. Na szybko musieli obmyślać nową taktykę, co ostatecznie sprowadziło się do tego, że zastosowali specjalność Odda, czyli walkę na zasadach “juhu to my!”. Wojownicy starali się atakować potwory z każdej strony, tak aby uniemożliwić im przemieszczenie się i znalezienie kryjówki. Szło im to nie najgorzej. Wyeliminowali z gry już oba megaczołgi, jedną tarantulę i wszystkie karaluchy, a przy tym każdy z Wojowników miał jeszcze ponad połowę punktów życia. W natarciu było jednak nadal dziesięć krabów, które zdążyły się już znacznie rozsunąć, i które  atakowały bardzo szybko. Dodatkowo, z oczu wojowników zniknęły trzy tarantule, co stanowiło spore zagrożenie powodzenia misji, bowiem potwory mogły zaatakować z każdej strony.
-Aelita, spróbuj teraz biec do wieży - polecił Stern, widząc lukę między potworami, która utworzyła się po wyeliminowaniu jednego z krabów przez samuraja. Elfka skinęła głową i ruszyła w stronę budowli, zostawiając za sobą kraba, którego do tej pory nie udało jej się pokonać. Odd zajął się owym stworem, żeby ten nie zaczął gonić dziewczyny.
-Tarantule! - krzyknęła z przerażeniem Hopper, kiedy jeden z potworów oddał w jej kierunku celny strzał w nogę. Nastololatka straciła przy tym równowagę i potknęła się o wystający z ziemi kamień. Okazało się, że trzy potwory schowały się za wieżą, dzięki czemu miały dobrą kryjówkę i mogły jej lepiej bronić.
-Aelita, zostało ci trzydzieści punktów! - poinformował z paniką w głosie Jeremy. -  Nie muszę ci chyba przypominać, że bez ciebie nie będziemy mogli dezaktywować wieży!
-Przecież dobrze o tym wiem! - oburzyła się dziewczyna, stając na równe nogi i rozglądając się dookoła. Wzrokiem szukała przeciwnika, który ją zaatakował, ale zanim zdążyła zareagować w jej stronę zmierzały już trzy kolejne wiązki laserowe.
-Uważaj! - wykrzyknął Odd, rzucając się w stronę Aelity. Upadli razem na ziemię, ale dzięki temu żadne z nich nie straciło cennych w tym momencie punktów życia.
-Co wy tam robicie?! - irytował się okularnik. - Nie wiecie jak mało brakuje, żeby Xana wygrał?!
-Spokojnie, Jeremy - zaczął Odd. - Przecież się tu nie opalamy!
-Odnoszę inne wrażenie! - warknął blondyn. - Jak się nie pośpieszcie, to Xana usunie wszystko nad czym pracowaliśmy tyle czasu! Zostało już tylko dziesięć procent!
-Jeremy, robimy co możemy - wtrącił się Urlich, próbując swoim spokojnym tonem głosu nieco załagodzić sytuację. Jednak w tym momencie się rozproszył i nie zauważył kraba, który właśnie w niego celował. Samuraj został trafiony w prawe ramię, a miecz, który trzymał w tej ręce, upadł na ziemię. Przez chwilę był zupełnie bezbronny, co zostało wykorzystane przez przeciwnika i Ulrich zakończył grę. Odd i Aelita zostali zdani tylko na siebie. Tylko oni mogli wygrać to starcie i dezaktywować wieżę, co jednak wydawało im się misją niemożliwą. 

To, co było nieuniknione - Rozdział 14

    Po chwili Aelita, Odd i Jeremy byli już w pomieszczeniu z superkomputerem. Odłożyli swoje rzeczy obok holomapy, po czym zaczęli przygotowania do wdrożenia kolejnego etapu testów projektu “Omega”.
-No dobra - zaczął Belpois, klaszcząc w ręce. - To dzisiaj próbujemy zainstalować nasz program w sektorze pustynnym!
-I co nim tam skasujemy? - dopytywał się Della Robbia.
-Musimy spróbować jeszcze raz z wieżą. Ostatnio program kasował ją za wolno - stwierdził okularnik.
-Rozumiem, że szybkość jest bardzo ważna w przypadku tego programu? - Odd podrapał się po głowie.
-Oczywiście, że tak - odpowiedziała Aelita. - Jak program zadziała zbyt wolno, Xana będzie miał szansę zrobić dla siebie kopię zapasową. Wtedy może nam uciec i znowu będziemy musieli szukać jego kryjówki.
-Zakładając, że ją teraz znaleźliśmy… - wtrącił Jeremy.
-To robimy wszystkie te testy, a ty dalej nie jesteś pewny, czy w Korzeniu rzeczywiście Xana urzęduje? - zdziwił się Włoch.
-Posłuchaj, Odd -  to mówiąc, Belpois spojrzał z uwagą na przyjaciela. - Nie możemy wykluczyć, że Xana ma gdzieś swoją kopię. Nie możemy też wykluczyć, że jego podstawowe źródło kodu nie znajduje się w Korzeniu. No, ale przy tym wszystkim co już wiemy, istnieje spora szansa na to, żeby jednak się go pozbyć. Jest to szansa jedna na milion, ale nie możemy z niej zrezygnować. Musimy zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę. Jeśli się nam nie uda, to trudno. Będziemy szukać innych rozwiązań.
-Dobra, Einstein, chyba zrozumiałem, co masz na myśli. Musimy wykorzystać teraz szansę. Jak nie wyjdzie, to będziemy się martwić.
-Dokładnie o to mi chodziło, Odd - Jeremy obrócił się ponownie do ekranu superkomputera. - A teraz się przygotuj. Zaraz rozpoczynamy misję.



Ulrich w tym samym czasie siedział w bibliotece szkolnej pisząc wypracowanie na lekcję historii. Już od ponad godziny nie napisał ani jednego słowa, gdyż jego myśli uciekały w zupełnie inną stronę, niż by tego chciał. Cały czas myślał o tym, że jego przyjaciele najprawdopodobniej dobrze się bawią, testując nowy program w Lyoko. Odd powiedział mu rano, że zaraz po śniadaniu wybierają się do fabryki w tym celu. Nie było to nic dziwnego. Już od kilku tygodni w każdą sobotę przyjaciele wymykali się na cały dzień do starej fabryki, aby przetestować kolejne wymyślone przez Einsteinów warianty programu kasującego Xanę. Ulrich jednak nie mógł im towarzyszyć. Za bardzo martwił się o swoje wyniki w nauce. Wiedział, że jeśli jego ojciec nie będzie zadowolony z wyników egzaminów końcowych to będzie miał bardzo duże kłopoty. Stern chciał bardzo uczestniczyć w próbach ostatecznego pokonania wirusa, jednak jego zapędy hamowali nauczyciele, którzy na ostatniej prostej do egzaminów zaczęli zadawać coraz więcej zadań domowych. Do tego wszystkiego, jego relacja z Sissi stwarzała bardzo dużo możliwości, aby ich sekret dotyczący Lyoko ujrzał światło dzienne, a temu wszyscy Wojownicy byli przeciwni. Dlatego właśnie Ulrich znacznie odsunął się od swoich przyjaciół, choć ten układ nie zawsze był dla niego korzystny.



Wyprawa Odda do Lyoko przebiegała dotąd bezproblemowo. Udało mu się już zaimplementować kod przesłany przez Jeremiego. Do autoryzacji kasowania wieży była potrzebna jednak ręka Aelity, toteż komputerowiec wysłał ją do wirtualnego świata w końcowej fazie wyprawy. Kiedy program został już uruchomiony, nagle na ekranie superkomputera wyskoczył Jeremiemu alert o aktywnej wieży.
-Słuchajcie, Xana się obudził - to mówiąc, okularnik uruchomił program skanujący Lyoko, żeby dokładnie zlokalizować aktywną wieżę.
-Nie miał kiedy? - sfrustrował się Odd, machając swoim wirtualnym ogonem.
-Najwyraźniej nie - westchnął Jeremy. - Aktywna wieża jest w sektorze polarnym. Lećcie szybko do wieży przejścia.
-Einstein, jak ma być szybko, to dawaj nam tu pojazdy - stwierdził Della Robbia wyczekująco.
-Już się robi - po tych słowach Belpois wysłał przyjaciołom odrzutową deskę i hulajnogę. Kiedy pojazdy pojawiły się przed Oddem i Aelitą, obydwoje wskoczyli na nie z gracją, po czym skierowali się w stronę wskazaną przez Jeremiego.



Po kilku minutach Wojownicy dotarli na miejsce. Ich oczom ukazała się cała armia potworów: pięć karaluchów, dziesięć krabów, dwa megaczołgi i cztery tarantule.
-No to się Xana przygotował - mruknął Odd. - To będzie ciekawe starcie.
-Jeremy, może ściągniesz Ulricha? - zasugerowała Aelita.
-Dobry pomysł. Już do niego dzwonię - odezwał się Belpois.
-Myślisz, że nie damy rady sami ich pokonać? - zdziwił się koci wojownik.
-Mam wątpliwości… - odparła niepewnie elfka.
-Spokojnie, poradzimy sobie z nimi. Nie masz co się bać, bo jesteś z Oddem Najlepszym Wśród Wojowników - to mówiąc, Della Robbia już miał rozpocząć atak na kraba, który znajdował się najbliżej niego, ale Hopper złapała go za ramię.
-Poczekajmy na wsparcie - poprosiła przyjaciela.
-Ale po co czekać? Zanim Ulrich tu będzie, już będzie po wszystkim.
-Zaczekaj, Odd. Jak dla mnie nie ma sensu się narażać - wtrącił się Jeremy.  - Zwłaszcza, że Ulrich powiedział, że będzie za pięć minut.
-Pięć minut?! - oburzył się Włoch. - Za pięć minut to ja już rozwalę ze trzy kraby!
-Tym razem nie możemy sobie pozwolić na porażkę. Musimy dezaktywować wieżę, więc nie ma miejsca na twoją standardową taktykę “juhu to my”, Odd - powiedział stanowczo okularnik.
-Jeremy, czy wiadomo co jest celem Xany? - zapytała Aelita.
-Tak - westchnął nastolatek. - Niestety, próbuje nam pokrzyżować plany i usunąć nasz program z wieży na pustyni.
-Super cel sobie znalazł - burknął pod nosem Odd. - Jakby nie mógł zaatakować czegoś standardowego, jak szkoła czy fabryka… Ale to mu się pewnie znudziło…
-Wiesz, Odd, to całkiem logiczne, że próbuje nam przeszkodzić w testach, ostatecznie od tego zależy jego być albo nie być - stwierdził Jeremy.
-Czaję, Einstein, ale mnie to wkurza, bo dopiero co skończyliśmy z Aelitą instalować ten program…
-Myślę, że Xana nie bardzo się przejmuje twoim osobistym dramatem, Odd - zaśmiał się ironicznie Belpois.
-Też mi się tak wydaje, że on sobie nic z tego nie robi… - koci wojownik wzruszył ramionami. - To gdzie ten Ulrich się podziewa?
-Nie mam pojęcia. Już dawno powinien tu być - odpowiedział okularnik. - Chyba do niego zadzwonię…
-Dzwoń, dzwoń. Tylko mu powiedz, że w Lyoko się pali… - Della Robbia przysiadł na niewielkim zlodowaciałym głazie, wyczekując pozwolenia na ruszenie do ataku.

To, co było nieuniknione - Rozdział 13

    Minęło pół roku odkąd Ulrich i Sissi postanowili zostać przyjaciółmi. Pół roku minęło też od ostatniej wiadomości jaką Ulrich wymienił z Yumi na komunikatorze internetowym. Ich relacja powoli przestawała istnieć. Stern wiedział, że Ishiyama utrzymuje kontakty z Aelitą i Jeremim. Czasem nawet do ich wspólnych rozmów wtrącał się Odd. Tylko on, Ulrich, nie miał ochoty ciągnąć relacji, która w jego mniemaniu nie miała żadnego sensu. Jakieś trzy miesiące wcześniej dowiedział się od Aelity, że Yumi jej powiedziała, że zaaklimatyzowała się w Japonii i póki co nie zamierza wracać, żeby studiować we Francji, tak jak deklarowała to wcześniej. Ta wiadomość przypieczętowała poniekąd stosunek Sterna do tej internetowej znajomości. Sissi, jako jego nowa przyjaciółka również starała się go w tym utwierdzać. Osłabienie relacji Ulricha z Yumi było dla niej bardzo korzystną kartą w wyścigu o serce szatyna, dlatego podchodziła do tego jak do niespodziewanego daru od losu, który przybliżał ją znacząco do jej upragnionego celu. Elizabeth starała się jednak nie ograniczać kontaktów Ulricha z pozostałymi przyjaciółmi, gdyż jakakolwiek próba ingerowania w nie, kończyła się dla dziewczyny awanturą ze strony jej ukochanego. Na szczęście kontakty te, jak domniemywała z uwagi na przygotowania do końcowych egzaminów, nie zdarzały się zbyt często. Prawda jednak była bardziej skomplikowana, niż mogła się domyślać. Jeremy i Aelita od dwóch miesięcy zajmowali się programem, który miał wykasować Xanę. Ich projekt, który nazwali od ostatniej litery alfabetu greckiego “Omega”, wszedł na poziom znacznego zaawansowania prac. Einsteinowie wybrali taką nazwę dla swojego przedsięwzięcia, ponieważ stanowiła ona pewien symbol końca, który miał niebawem nadejść dla Xany. Odd w tym czasie stał się głównym ochotnikiem, który testował wszystkie nowe rozwiązania, jakie zostały wymyślone, udając się do Lyoko i uruchamiając je z poziomu wirtualnego świata. Do tej pory udało im się już wykasować kilka drzew w sektorze leśnym, ogromną górę lodową w sektorze polarnym i zniszczyć nieodwracalnie jedną z wież w sektorze górskim. Wykonali naprawdę sporo ciężkiej pracy.
-To kiedy kolejna wyprawa do Lyoko? - dopytywał Odd, siedząc na łóżku Jeremiego. Pokój komputerowca stał się od kilku tygodni stałym miejscem, w którym działo się wszystko, co było związane z projektem “Omega”.
-Myślę, że kolejny eksperyment przeprowadzimy jutro rano - stwierdziła Aelita.
-Oczywiście, zakładając, że Xana nie zaatakuje - dodał Jeremy, odwracając się od swojego komputera w stronę przyjaciół.
-Ostatnio nie atakuje za często - zauważyła Hopper.
-To prawda. Zaczynam się już nudzić. Kiedyś potrafił atakować codziennie, a teraz jak raz w tygodniu sobie przypomni o nas to jest dobrze - to mówiąc, Della Robbia poderwał się na równe nogi i zaczął chodzić po pokoju.
-Nie kuś go, Odd - mruknęła Aelita. - Dzięki temu, że nie atakuje teraz tak często możemy spokojnie pracować nad Omegą.
-Dokładnie. Jakbyśmy codziennie musieli dezaktywować wieże to nic nowego byśmy nie mogli testować. Poza tym teraz jak już zaatakuje to zauważ, że jego ataki stały się bardziej precyzyjne. Teraz on dokładnie wie czego chce - Jeremy obrócił się z powrotem do ekranu swojego komputera.



Ulrich czuł się coraz bardziej odsuwany na margines. Nie brał już czynnego udziału w projekcie “Omega”. Choć kibicował swoim przyjaciołom, aby jak najszybciej udało im się skasować Xanę, to czuł się w tym przedsięwzięciu jak piąte koło u wozu. Domyślał się, że częściowo za ten stan rzeczy odpowiadała jego znajomość z Sissi. Kiedy spędzał z nią czas, nie mógł być w tym samym czasie w pokoju Einsteina. Przytłoczony zbliżającymi się egzaminami końcowymi zdecydowanie wolał spędzać czas z Sissi na przyjemnych wypadach do kina czy na koncert, niż na gdybaniu jak unicestwić Xanę.
-To gdzie idziemy dzisiaj? - piskliwy głos Sissi wyrwał Ulricha z zamyślenia.
-A gdzie chcesz iść? - zapytał machinalnie. Siedzieli teraz na sali gimnastycznej, na której wcześniej ćwiczyli razem podstawy samoobrony - kolejną inicjatywę Elizabeth, żeby spędzali razem więcej czasu.   
-Miałbyś może ochotę na sernik na ciepło?
-W sumie brzmi bardzo smacznie…
-Świetnie. Nicolas mi powiedział ostatnio, że niedaleko szkoły jest cukiernia, w której serwują taki sernik i ponoć jest bardzo pyszny.
-W takim razie chodźmy tam.
-Dobra, to wróćmy do pokoi. Przebiorę się i możemy iść - to mówiąc, dziewczyna zebrała wszystkie swoje rzeczy do torby sportowej, po czym ruszyła w stronę wyjścia. Stern również zabrał swoje rzeczy i ruszył w ślad za nastolatką.



Następnego ranka Odd nie mógł się już doczekać kolejnej wyprawy do Lyoko. Skrycie chciał się nacieszyć przebywaniem w wirtualnym świecie, gdyż wiedział, że dni Wojowników Lyoko są już policzone. Nieuchronny kres działalności Xany zbliżał się nieubłaganie, a przy tym Odd podejrzewał, że usunięcie wirusa będzie tożsame z wyłączeniem superkomputera. Nastolatek, gdy tylko zjadł śniadanie, wyciągnął parę Einsteinów ze stołówki, kierując ich kroki w stronę opuszczonej fabryki.
-Gdzie ci się tak śpieszy, Odd? - zapytał w końcu Jeremy, ciężko przy tym dysząc. Tempo jakie narzucił mu przyjaciel było zdecydowanie za szybkie w stosunku do kondycji jaką miał komputerowiec.
-No jak to gdzie? - zdziwił się Della Robbia. - Do fabryki, testować te wasze nowe programy!
-Myślę, że nie musimy aż tak się śpieszyć - zaśmiała się Aelita. - Nic się nie stanie jak dotrzemy tam pięć minut później.
-Stanie się, stanie - marudził Włoch. - Xana nigdy nie śpi, więc nigdy nie wiadomo, czy akurat jak będziemy w Lyoko to nie zaatakuje.
-Masz rację - przyznał Belpois. - Ale to ryzyko jest zawsze. Dzisiaj nie musimy się śpieszyć. Poza tym jakby coś się działo to Ulrich jest zawsze pod telefonem.
-Nasz Romeo? Daj spokój, on ostatnio w ogóle nie interesuje się sprawami Lyoko - Odd westchnął ostentacyjnie.
-Nie gadaj, że jest aż tak źle - to mówiąc, Jeremy otworzył właz do kanału, po czym zaczął schodzić po drabince na dół.
-Jest bardzo źle - powiedział Odd i również zaczął schodzić do kanału. - Mówię wam, mam wrażenie, że on zacznie chodzić z Sissi.
-Nie ma mowy - stwierdziła pewnie Aelita. - Oni do siebie w ogóle nie pasują.
-Z tym to się zgodzę - poparł dziewczynę Della Robbia. - Ale niestety widzę w nim jakąś zmianę. Chyba szkodzi mu, że Yumi wyjechała.
-Wszystkim szkodzi - mruknęła pod nosem Hopper. - Mam wrażenie, że odkąd wyjechała, to nasza paczka się zaczyna sypać.
-Wcale nie, Księżniczko - Odd uśmiechnął się promiennie do przyjaciółki, chwytając ją za ramię i podążając przed siebie chodnikiem wzdłuż kanału. - Zobaczysz, to tylko chwilowy kryzys.
-Obyś miał rację…
-Ja ją zawsze mam, Księżniczko…
-Odd, a ty jak zawsze skromny - do rozmowy wtrącił się Belpois, który przysłuchiwał się wcześniejszej wymianie zdań między przyjaciółmi.

To, co było nieuniknione - Rozdział 12


     Odd był bardzo zadowolony z przeprowadzonej przez siebie akcji pozyskania dowodów na to, że Wojownicy Lyoko wymykają się po nocach z terenu szkoły. Nie dość, że cała akcja się powiodła, to jeszcze zajęła niewiele ponad godzinę. Po tym jak Jeremy wykasował wszystkie zdjęcia z kart pamięci i z aparatu, a także po tym jak podarli te wydrukowane przez Sissi, przyjaciołom udało się odłożyć wszystkie rzeczy na miejsca, z których je zabrali.
-To był dobry dzień - stwierdził Della Robbia, wracając do swojego pokoju, po tym jak pożegnał się z parą Einsteinów. Kiedy dotarł na miejsce, otworzył drzwi i w tym momencie z pomieszczenia wyskoczył na niego Kiwi.
-O, cześć Kiwi - powiedział nastolatek, biorąc psa na ręce. - Tak, wiem, wiem, kolego. Już idziemy na spacer - to mówiąc, Włoch złapał plecak, który leżał przy samych drzwiach i zapakował do niego psa. Następnie szybko zamknął pokój i pobiegł do parku, by wyprowadzić psa i chwilę się z nim pobawić. Wiedział, że to sprawa niecierpiąca zwłoki, gdyż zegarek wskazywał już kilka minut po dwudziestej drugiej, a zapomniał z tego wszystkiego wyjść z Kiwim na spacer po kolacji.




Ulrich szedł z płaczącą Sissi przez park nieopodal szkoły, szukając dobrego miejsca, żeby przysiąść i spokojnie kontynuować rozmowę. Było już późno, ale doszedł do wniosku, że nigdy nie będzie dobrego momentu na przeprowadzenie tej rozmowy. W końcu znaleźli ustronne miejsce w głębi parku pod jednym z klonów. Przysiedli na jego wystającym korzeniu i spojrzeli na siebie.
-Posłuchaj Sissi - zaczął niepewnie, nie wiedząc, czy dziewczyna nie wybuchnie jeszcze większym płaczem. - Chcę, żebyś wiedziała, że jesteś naprawdę fajną osobą…
-Jestem? - zachlipała nastolatka.
-Tak - potwierdził Stern. - Ale czasem bywasz też wredna…
-Wiem…
-Przechodząc do sedna - szatyn westchnął, spoglądając w niebo, które zakryte było niskimi chmurami. - Nie możemy budować tak tej relacji…
-W… W jakim sensie?
-No nie można budować związku na szantażu, Sissi.
-Wiem… Ale co mam zrobić z tym, że cię kocham? - spytała z wyrzutem Elizabeth.
-Nie wiem - Stern wypuścił głośno powietrze z ust. - Ale nie możemy na tej zasadzie się spotykać. Jak dla mnie możesz powiedzieć ojcu o tych zdjęciach.
-Naprawdę?
-Tak. Poniosę tego wszystkie konsekwencje. Nie zamierzam jednak tak ci się dawać. To nie fair.
-Ja… Ja i tak… Nie chciałam nic ojcu mówić - wyznała Delmas, a kolejna strużka łez spłynęła po jej policzku. - Chciałam, żebyś chociaż przez chwilę był mój…
-Ale to tak nie działa, Sissi.
-Teraz to zrozumiałam. Przepraszam.
-Wiesz co? A może moglibyśmy się zaprzyjaźnić? - zaproponował nagle Ulrich, widząc skruchę w oczach nastolatki.
-Mówisz serio? - dziewczyna nie mogła uwierzyć w to co słyszy.
-Tak. Na sto procent - potwierdził Niemiec. - Ale mam tylko jeden warunek…
-Jaki?
-Pozwolisz mi dalej spotykać się z Jeremim, Oddem i Aelitą, a także dzwonić do Yumi. A co ważniejsze, nie będziesz o to zazdrosna.
-Zgoda.
-A co zrobisz ze zdjęciami?
-Każę je usunąć Nicolasowi. Nie będę kablować na mojego nowego przyjaciela - powiedziała córka dyrektora, ocierając ostatnie łzy z policzków. Ten układ jej pasował. Nie był to szczyt jej marzeń, ale na ten moment musiał jej wystarczyć. Był nadzieją na lepsze jutro i na rozwój relacji z jej ukochanym.
-Dobrze. W takim razie wracajmy już do internatu, przyjaciółko - to mówiąc, Ulrich wstał i pomógł podnieść się Sissi. Razem ruszyli w kierunku szkoły.




Odd wrócił wcześniej ze spaceru z Kiwim niż planował, ponieważ Jim, z niewyjaśnionych przyczyn, zaczął robić dochodzenie czy wszyscy są już w swoich pokojach. Aelita była na tyle miła, że wysłała nastolatkowi wiadomość o pilnej konieczności powrotu do internatu. Della Robbia zdziwił się, gdy Jim nie skomentował nieobecności Ulricha w pokoju. Podejrzewał, że niespodziewana kontrola była związana z koncertem Subdigitalsów, na który uczniowie Kadic nie mogli iść, ale dyrektor przymknął oko na swoją córkę i kilku jej znajomych.
-W tej szkole od zawsze panowały podwójne standardy - mruknął, zamykając drzwi za Jimem, gdy ten ruszył na dalszą część kontroli. Zanim usiadł na łóżku do pokoju wślizgnął się Ulrich.
-To już po koncercie? - zapytał zdziwiony Odd.
-Tak. A co?
-A bo Jim kontrolę robił.
-Jaką kontrolę? - spytał szatyn, siadając na swoim łóżku i zdejmując buty.
-Obecności w pokojach - wyjaśnił Włoch. - Chyba to miało związek z koncertem, na który nikt poza świtą Sissi nie mógł iść.
-Ale ta kontrola teraz była bez sensu. Przecież Nicolas i Herb to już dawno są w swoich pokojach…
-Może Jim nie wiedział, o której ten koncert w ogóle jest?
-Raczej ile potrwa… - sprostował Stern.
-Ej, ale mówisz, że ty wróciłeś później niż reszta… - Odd zrobił nagle głupią minę.
-Tak. I co z tego? - Ulrich nie wiedział dokąd zmierza tok myślowy jego współlokatora.
-Czy było buzi buzi z Sissi? - zapytał nastolatek, cmokając przy tym ustami.
-Zwariowałeś? - oburzył się Niemiec. - Oczywiście, że się nie całowaliśmy. Na mózg ci padło? Rozmawialiśmy tylko…
-Jeny, Ulrich. Ty nawet nie umiesz się obściskiwać z laskami, które naprawdę to chcą z tobą robić. Jak ty będziesz sobie radził z pewnymi potrzebami później?
-Odd, przeginasz - Ulrich ostrzegł znajomego, próbując trzymać swoje nerwy na wodzy.
-No, ale taka prawda!
-Gówno prawda! I w ogóle to nie jest twoja sprawa, jak układam sobie relacje!
-Ale ja chcę dobrze dla ciebie… - Della Robbia postanowił spuścić z tonu, widząc, że jego przyjaciel jest bliski wybuchu złości. - Popatrz, nie ułożyło ci się z Yumi… Kurde, nawet z Sissi ci się nie układa, bo musiała cię szantażować, żebyś w ogóle na nią spojrzał…
-A skąd wiesz co jest między mną i Yumi?
-To widać. Ostatnio z nią w ogóle nie rozmawiasz.
-Bo nie chciałem jej mówić o tej sprawie z Sissi - Stern próbował się wytłumaczyć.
-Może tak, a może nie - Odd wzruszył ramionami. - Kto za tobą nadąży… A właśnie! Mam dobre wieści!
-Już się boję…
-Nie bój się! To tylko dobre wieści.
-No to jakie?
-Sissi nie ma już dowodów na to, że chodzimy do fabryki. Jeremy wszystko skasował.
-Sissi mi powiedziała, że i tak by z tego nie skorzystała.
-No co ty?
-No. I w ogóle to jakoś tak wyszło, że postanowiliśmy zostać przyjaciółmi…
-Serio?! Czyli cała ta akcja była niepotrzebna?! No teraz to się obrażam - to mówiąc, Odd rzucił się na łóżko i schował głowę pod poduszkę.

To, co było nieuniknione - Rozdział 11

     Ani Odd, ani Ulrich, ani też żadne z pary Einsteinów nie wyspało się tej nocy. Po zaledwie dwugodzinnym slocie na drzemkę, musieli ubrać się i iść do szkolnej stołówki. Oczywiście Odd zameldował się tam jako pierwszy, mimo tego że zjadł po powrocie z fabryki naprawdę pyszne croissanty z dżemem. Ulrich nieco się ociągał z wyjściem z pokoju, gdyż chciał jak najdłużej oddalać od siebie perspektywę spotkania z Sissi i jej świtą. Jednak to spotkanie nadeszło nieubłaganie. Dokładnie w momencie, gdy Stern siadał przy stoliku razem z Oddem, Aelitą i Jeremim, do stołówki wpadła Sissi.
-Ulrich, kotku! Wszędzie cię szukałam! - zawołała od progu.
-Chciałbym zniknąć… - szepnął szatyn.
-Ulrich, chodź, usiądź z nami - zachęcała córka dyrektora. - Mam dla ciebie niespodziankę.
-Jaką, Sissi? - zapytał kpiąco Odd. - Zamierzasz zmienić szkołę?
-Nie, głąbie. Zresztą nie twoja sprawa - fuknęła Delmas. - Idziesz Ulrich, czy mój ojciec ma się dowiedzieć, że wraz z tą bandą debili uciekasz po nocach łazić po kanałach?
-Idę, Sissi, idę - westchnął Niemiec, po czym wstał, uśmiechnął się krzywo do przyjaciół i odwrócił się, by podążać śladem Elizabeth do jej stolika.
-Sissi jest jak natrętna mucha… - zaczął Della Robbia. - Musimy jakoś pomóc Ulrichowi.
-Co niby mamy zrobić? - spytała Aelita.
-Nie wiem - Włoch podrapał się po brodzie.
-Musielibyśmy zabrać zdjęcia i aparat fotograficzny Nicolasowi - stwierdził Jeremy. - Wtedy moglibyśmy zniszczyć wszystkie dowody, zakładając oczywiście, że nikt nie zrobił kopii tych zdjęć.
-Myślisz, że Nicolas, lub co lepsze, Sissi, wpadliby na taki światły pomysł? - zaśmiał się Odd.  - Myślę, że możemy w ciemno założyć, że nie mają więcej kopii.
-Jeśli byłaby to prawda, to w sumie moglibyśmy “pożyczyć” na chwilę od Nicolasa aparat - rozważała Hopper. - Gorzej, jak jednak mieliby kopię. Wtedy nic to nie da, że usuniemy to co mają na aparacie.
-No to załóżmy, że tej kopii nie ma. Dajcie spokój, musimy chociaż spróbować uratować naszego Romea, bo Julia będzie wkurzona jak się dowie, że ma konkurencję… - to mówiąc, Della Robbia wziął do ręki tosta, po czym zaczął smarować go masłem orzechowym.
-Istotnie, zwłaszcza, że Ulrich nic nie powiedział Yumi… - Aelita wbiła wzrok w swój talerz ze śniadaniem.
-Nie powiedział jej? - zdziwił się Włoch, wkładając tosta do ust.
-Nie. I do tego nam też zabronił mówić, a ja nie chce okłamywać Yumi - wyznała Francuzka.
-W takim razie tym bardziej musimy coś zrobić! - postanowił Della Robbia. - I chyba mam pewien pomysł… - wyraz na twarzy nastolatka zmienił się na bardzo tajemniczy.




Gdyby wyjście na koncert Subdigitalsów nie było związane z randką z Sissi, Ulrich byłoby zdecydowanie jednym z najszczęśliwszych nastolatków w okolicy, a gdyby mógł na ten koncert iść z Yumi, dziewczyną, którą darzył szczególnym uczuciem, to zdecydowanie byłby najszczęśliwszy na świecie. Niestety, życie bywa niesprawiedliwe i rzadko przynosi to czego się chce. Dlatego z nieukrywanym rozgoryczeniem, nastolatek zaczął się ubierać w  pierwsze-lepsze ubrania jakie wyjął z szafy. W tym przypadku były to ciemnogranatowe jeansy i biała koszulka z krótkim rękawem, na wierzch narzucił kraciastą koszulę w tonacji czerwono-czarnej. Dopełnieniem jego ubioru stały się czarne trampki. Przed samym wyjściem przeczesał jeszcze ostatni raz włosy, żeby dobrze się prezentować. Równo o osiemnastej wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi, żeby spragniony spaceru Kiwi nie udał się na gigant. Przez głowę szatyna przemykało wiele myśli, niezwiązanych ze sobą, ale jedna z nich nie dawała mu spokoju.
-Gdzie zniknął Odd? Nie widziałem go już od obiadu… - rozmyślał, schodząc klatką schodową w dół, ku wyjściu z internatu.
-Ulrich, kochanie! - głos Sissi wyrwał nastolatka z zamyślenia. Spojrzał na dziewczynę ubraną w czarną, zwiewną sukienkę i buty na koturnie w tym samym kolorze. Obok niej stali Nicolas i Herb w towarzystwie Milly i Tamiyi, które zostały zmuszone do dotrzymania towarzystwa swoim “partnerom” pod groźbą rozwiązania szkolnej gazetki. Mimowolnie wzruszył ramionami, wiedząc już, że będzie miał przed sobą bardzo ciężki wieczór.




Tymczasem Odd, wiedząc, że tego wieczoru nikogo z bandy Sissi nie będzie w internacie uknuł plan, w którym to bohatersko znajduje wszystkie dowody, którymi Ulrich jest szantażowany i je bezpowrotnie kasuje. Oczywiście z niewielką pomocą pary Einsteinów. W tym celu trójka przyjaciół zgromadziła się w pokoju Aelity, by dopracować szczegóły.
-Czyli mam rozumieć, że najzwyczajniej w świecie chcesz się włamać do pokoju Nicolasa i ukraść mu aparat? - dopytywał z nutą niedowierzania w głosie Jeremy.
-Nie ukraść, Einstein, tylko pożyczyć na chwilę - sprostował go Della Robbia.
-Wielka mi różnica. Jak nas złapią to akurat fakt, że chciałeś to potem oddać to raczej nie będzie okolicznością łagodzącą… - odparł Belpois.
-Marudzisz - skwitował od niechcenia Odd. - Ja tam myślę, że nas nie złapią, więc przestań tym zajmować swoją mądrą głowę i skup się na tym jak zniszczyć te wszystkie zdjęcia, które znajdziemy.
-A co w tym za filozofia? - zdziwił się okularnik.
-Słuchaj, ja się na tym nie znam, więc nie wnikam. Ja tylko zamierzam “pożyczyć” aparat i potem go oddać, reszta to już twoja sprawa - to mówiąc, Odd zaczął szukać na biurku Aelity spinki-wsuwki, której mógłby użyć do otwarcia zamka w drzwiach.
-A ja co mam robić? - Hopper poczuła się nieco niepotrzebna w tym przedsięwzięciu.
-Jak to co? - Włoch był zaskoczony tym pytaniem. - Będziesz mnie ubezpieczać.
-Ubezpieczać?
-Tak. Wszak ktoś musi stać na czatach jak będę myszkował po pokojach Herba i Nicolasa.
-Dobra. A zamierzasz sprawdzić też, czy Sissi czegoś nie ma w swoim pokoju? - dopytywała Francuzka.
-No oczywiście. Ona też może coś mieć - odpowiedział Odd. - Dobra ludzie, zaczynajmy tą akcję!




Ulrich musiał przyznać, że spędził wieczór bardzo przyjemnie, choć towarzystwo mogłoby być zdecydowanie lepsze. Koncert był świetny. Zespół bisował na scenie trzy razy, a widownia wciąż nie miała dość. Ostatecznie, dzięki temu, że Milly i Tamiya były razem z nim nie czuł się tak niekomfortowo, gdyby poszedł na ten koncert z samą Sissi lub z nią, Nicolasem i Herbem. Kiedy wrócili już do internatu i mieli się rozstać na klatce schodowej, żeby iść do swoich pokoi Ulrich złapał Sissi za nadgarstek i skinął, żeby poczekała. Stali tak chwilę w ciszy, dając czas pozostałym, żeby udali się do swoich pokoi.
-Naprawdę dobrze się bawiłem na tym koncercie - powiedział.
-Na…Na… Naprawdę? - wyjąkała Elizabeth, bardzo zaskoczona nagłą reakcją Ulricha.
-Naprawdę - potwierdził nastolatek.
-Czy… Czy to znaczy, że… - dziewczyna nagle urwała, zastanawiając się jak złożyć myśl, którą chce przekazać.
-Sissi - Stern postanowił pokierować tą rozmowę na właściwe tory, widząc zmieszanie córki dyrektora. - Chodzi mi o to, że koncert był naprawdę fajny. Cieszę się, że na niego poszliśmy. Super, że twój ojciec zapłacił za bilety. Ale przy tym wszystkim wciąż nie mogę zapomnieć, że to wszystko stało się tylko dlatego, że mnie szantażujesz…
-Ja… Nie powinnam tego robić, prawda? - mruknęła Delmas pod nosem.
-Nie. To jest złe - stwierdził szatyn.
-Ale robię to dla nas…
-Nie. Robisz to dla siebie.
-To wszystko przez to, że mi tak na tobie zależy! - Sissi nagle wybuchnęła płaczem, który poniósł się echem po korytarzach internatu. - I przez to, że nie zwracasz na mnie w ogóle  uwagi! Ciągle tylko Yumi to, Yumi tamto! Ale Yumi już tu nie ma! A ja tu jestem!
-Cieszę się, że pamiętasz jak Yumi ma na imię - zaśmiał się cicho Ulrich. - Słuchaj, lubię Yumi. Mam nadzieję się z nią kiedyś spotkać. Kto wie, może wróci na studia do Francji? Chcę z nią utrzymywać kontakt. Jest moją przyjaciółką.
-... I ci się podoba… - przerwała mu nagle Elizabeth, po czym zaniosła się jeszcze większym płaczem. - … A ja ci się nie podobam!
-Sissi - Ulrich zawahał się na chwilę. - Czy możemy się przejść?