To co było nieuniknione - Rozdział 11

     Ani Odd, ani Ulrich, ani też żadne z pary Einsteinów nie wyspało się tej nocy. Po zaledwie dwugodzinnym slocie na drzemkę, musieli ubrać się i iść do szkolnej stołówki. Oczywiście Odd zameldował się tam jako pierwszy, mimo tego że zjadł po powrocie z fabryki naprawdę pyszne croissanty z dżemem. Ulrich nieco się ociągał z wyjściem z pokoju, gdyż chciał jak najdłużej oddalać od siebie perspektywę spotkania z Sissi i jej świtą. Jednak to spotkanie nadeszło nieubłaganie. Dokładnie w momencie, gdy Stern siadał przy stoliku razem z Oddem, Aelitą i Jeremim, do stołówki wpadła Sissi.
-Ulrich, kotku! Wszędzie cię szukałam! - zawołała od progu.
-Chciałbym zniknąć… - szepnął szatyn.
-Ulrich, chodź, usiądź z nami - zachęcała córka dyrektora. - Mam dla ciebie niespodziankę.
-Jaką, Sissi? - zapytał kpiąco Odd. - Zamierzasz zmienić szkołę?
-Nie, głąbie. Zresztą nie twoja sprawa - fuknęła Delmas. - Idziesz Ulrich, czy mój ojciec ma się dowiedzieć, że wraz z tą bandą debili uciekasz po nocach łazić po kanałach?
-Idę, Sissi, idę - westchnął Niemiec, po czym wstał, uśmiechnął się krzywo do przyjaciół i odwrócił się, by podążać śladem Elizabeth do jej stolika.
-Sissi jest jak natrętna mucha… - zaczął Della Robbia. - Musimy jakoś pomóc Ulrichowi.
-Co niby mamy zrobić? - spytała Aelita.
-Nie wiem - Włoch podrapał się po brodzie.
-Musielibyśmy zabrać zdjęcia i aparat fotograficzny Nicolasowi - stwierdził Jeremy. - Wtedy moglibyśmy zniszczyć wszystkie dowody, zakładając oczywiście, że nikt nie zrobił kopii tych zdjęć.
-Myślisz, że Nicolas, lub co lepsze, Sissi, wpadliby na taki światły pomysł? - zaśmiał się Odd.  - Myślę, że możemy w ciemno założyć, że nie mają więcej kopii.
-Jeśli byłaby to prawda, to w sumie moglibyśmy “pożyczyć” na chwilę od Nicolasa aparat - rozważała Hopper. - Gorzej, jak jednak mieliby kopię. Wtedy nic to nie da, że usuniemy to co mają na aparacie.
-No to załóżmy, że tej kopii nie ma. Dajcie spokój, musimy chociaż spróbować uratować naszego Romea, bo Julia będzie wkurzona jak się dowie, że ma konkurencję… - to mówiąc, Della Robbia wziął do ręki tosta, po czym zaczął smarować go masłem orzechowym.
-Istotnie, zwłaszcza, że Ulrich nic nie powiedział Yumi… - Aelita wbiła wzrok w swój talerz ze śniadaniem.
-Nie powiedział jej? - zdziwił się Włoch, wkładając tosta do ust.
-Nie. I do tego nam też zabronił mówić, a ja nie chce okłamywać Yumi - wyznała Francuzka.
-W takim razie tym bardziej musimy coś zrobić! - postanowił Della Robbia. - I chyba mam pewien pomysł… - wyraz na twarzy nastolatka zmienił się na bardzo tajemniczy.




Gdyby wyjście na koncert Subdigitalsów nie było związane z randką z Sissi, Ulrich byłoby zdecydowanie jednym z najszczęśliwszych nastolatków w okolicy, a gdyby mógł na ten koncert iść z Yumi, dziewczyną, którą darzył szczególnym uczuciem, to zdecydowanie byłby najszczęśliwszy na świecie. Niestety, życie bywa niesprawiedliwe i rzadko przynosi to czego się chce. Dlatego z nieukrywanym rozgoryczeniem, nastolatek zaczął się ubierać w  pierwsze-lepsze ubrania jakie wyjął z szafy. W tym przypadku były to ciemnogranatowe jeansy i biała koszulka z krótkim rękawem, na wierzch narzucił kraciastą koszulę w tonacji czerwono-czarnej. Dopełnieniem jego ubioru stały się czarne trampki. Przed samym wyjściem przeczesał jeszcze ostatni raz włosy, żeby dobrze się prezentować. Równo o osiemnastej wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi, żeby spragniony spaceru Kiwi nie udał się na gigant. Przez głowę szatyna przemykało wiele myśli, niezwiązanych ze sobą, ale jedna z nich nie dawała mu spokoju.
-Gdzie zniknął Odd? Nie widziałem go już od obiadu… - rozmyślał, schodząc klatką schodową w dół, ku wyjściu z internatu.
-Ulrich, kochanie! - głos Sissi wyrwał nastolatka z zamyślenia. Spojrzał na dziewczynę ubraną w czarną, zwiewną sukienkę i buty na koturnie w tym samym kolorze. Obok niej stali Nicolas i Herb w towarzystwie Milly i Tamiyi, które zostały zmuszone do dotrzymania towarzystwa swoim “partnerom” pod groźbą rozwiązania szkolnej gazetki. Mimowolnie wzruszył ramionami, wiedząc już, że będzie miał przed sobą bardzo ciężki wieczór.




Tymczasem Odd, wiedząc, że tego wieczoru nikogo z bandy Sissi nie będzie w internacie uknuł plan, w którym to bohatersko znajduje wszystkie dowody, którymi Ulrich jest szantażowany i je bezpowrotnie kasuje. Oczywiście z niewielką pomocą pary Einsteinów. W tym celu trójka przyjaciół zgromadziła się w pokoju Aelity, by dopracować szczegóły.
-Czyli mam rozumieć, że najzwyczajniej w świecie chcesz się włamać do pokoju Nicolasa i ukraść mu aparat? - dopytywał z nutą niedowierzania w głosie Jeremy.
-Nie ukraść, Einstein, tylko pożyczyć na chwilę - sprostował go Della Robbia.
-Wielka mi różnica. Jak nas złapią to akurat fakt, że chciałeś to potem oddać to raczej nie będzie okolicznością łagodzącą… - odparł Belpois.
-Marudzisz - skwitował od niechcenia Odd. - Ja tam myślę, że nas nie złapią, więc przestań tym zajmować swoją mądrą głowę i skup się na tym jak zniszczyć te wszystkie zdjęcia, które znajdziemy.
-A co w tym za filozofia? - zdziwił się okularnik.
-Słuchaj, ja się na tym nie znam, więc nie wnikam. Ja tylko zamierzam “pożyczyć” aparat i potem go oddać, reszta to już twoja sprawa - to mówiąc, Odd zaczął szukać na biurku Aelity spinki-wsuwki, której mógłby użyć do otwarcia zamka w drzwiach.
-A ja co mam robić? - Hopper poczuła się nieco niepotrzebna w tym przedsięwzięciu.
-Jak to co? - Włoch był zaskoczony tym pytaniem. - Będziesz mnie ubezpieczać.
-Ubezpieczać?
-Tak. Wszak ktoś musi stać na czatach jak będę myszkował po pokojach Herba i Nicolasa.
-Dobra. A zamierzasz sprawdzić też, czy Sissi czegoś nie ma w swoim pokoju? - dopytywała Francuzka.
-No oczywiście. Ona też może coś mieć - odpowiedział Odd. - Dobra ludzie, zaczynajmy tą akcję!




Ulrich musiał przyznać, że spędził wieczór bardzo przyjemnie, choć towarzystwo mogłoby być zdecydowanie lepsze. Koncert był świetny. Zespół bisował na scenie trzy razy, a widownia wciąż nie miała dość. Ostatecznie, dzięki temu, że Milly i Tamiya były razem z nim nie czuł się tak niekomfortowo, gdyby poszedł na ten koncert z samą Sissi lub z nią, Nicolasem i Herbem. Kiedy wrócili już do internatu i mieli się rozstać na klatce schodowej, żeby iść do swoich pokoi Ulrich złapał Sissi za nadgarstek i skinął, żeby poczekała. Stali tak chwilę w ciszy, dając czas pozostałym, żeby udali się do swoich pokoi.
-Naprawdę dobrze się bawiłem na tym koncercie - powiedział.
-Na…Na… Naprawdę? - wyjąkała Elizabeth, bardzo zaskoczona nagłą reakcją Ulricha.
-Naprawdę - potwierdził nastolatek.
-Czy… Czy to znaczy, że… - dziewczyna nagle urwała, zastanawiając się jak złożyć myśl, którą chce przekazać.
-Sissi - Stern postanowił pokierować tą rozmowę na właściwe tory, widząc zmieszanie córki dyrektora. - Chodzi mi o to, że koncert był naprawdę fajny. Cieszę się, że na niego poszliśmy. Super, że twój ojciec zapłacił za bilety. Ale przy tym wszystkim wciąż nie mogę zapomnieć, że to wszystko stało się tylko dlatego, że mnie szantażujesz…
-Ja… Nie powinnam tego robić, prawda? - mruknęła Delmas pod nosem.
-Nie. To jest złe - stwierdził szatyn.
-Ale robię to dla nas…
-Nie. Robisz to dla siebie.
-To wszystko przez to, że mi tak na tobie zależy! - Sissi nagle wybuchnęła płaczem, który poniósł się echem po korytarzach internatu. - I przez to, że nie zwracasz na mnie w ogóle  uwagi! Ciągle tylko Yumi to, Yumi tamto! Ale Yumi już tu nie ma! A ja tu jestem!
-Cieszę się, że pamiętasz jak Yumi ma na imię - zaśmiał się cicho Ulrich. - Słuchaj, lubię Yumi. Mam nadzieję się z nią kiedyś spotkać. Kto wie, może wróci na studia do Francji? Chcę z nią utrzymywać kontakt. Jest moją przyjaciółką.
-... I ci się podoba… - przerwała mu nagle Elizabeth, po czym zaniosła się jeszcze większym płaczem. - … A ja ci się nie podobam!
-Sissi - Ulrich zawahał się na chwilę. - Czy możemy się przejść?