To co było nieuniknione - Rozdział 3

    Wojownicy szybko udali się do wirtualnego świata, do sektora leśnego, gdzie skan wykrył aktywną wieżę. Na miejscu okazało się jednak,  że wszystko jest w porządku i nie ma śladów potworów.
-Nic z tego nie rozumiem – powiedział Jeremy. - Skan dokładnie wskazał tą wieżę i nie ma innej w pobliżu.
-Czyżby Xana zrobił sobie z nas żarty? - spytał Odd. - Jeśli tak, to niech wie, że mi nie jest do śmiechu. Nie jadłem jeszcze obiadu!
-A może superskan się zepsuł? - zastanawiała się Aelita.
-Nie wydaje mi się. Program nie wygląda na uszkodzony. Wieża musi tam być. Rozejrzyjcie się dobrze, może znowu Xana gra z nami i ukrył właściwą wieżę?
-Dobrze, Einstein, ale ja bym się nie spodziewał wielkiego odkrycia. Po prostu ten głupi program nawalił i tyle.
-Przestań marudzić, Odd, tylko weź się do pracy. Ja w międzyczasie ręcznie przeszukam Lyoko. Ta wieża musi gdzieś być – to mówiąc, Belpois zaczął gorączkowo klikać w klawiaturę.



Odd miał już dość chodzenia dookoła budowli. Wojownicy dużo czasu poświęcili na przeszukanie terenu w pobliżu. Chłopak usiadł na pniu, ogłaszając wszem i wobec, że on już nic więcej robić nie zamierza, i że czeka już na powrót na Ziemię. Nagle jego wizja stała się zamazana, a przed oczami pojawiła się scena - ukryta wieża, strzeżona przez cztery wieloperze.
-O bracie… - szepnął. - Już wiem gdzie szukać.
-Co? - spytał Ulrich, który nie dosłyszał, co mówił jego znajomy.
-Wiem gdzie jest ta wieża! - wykrzyknął Della Robbia.
-No gdzie? - Aelita popatrzyła z zaciekawieniem na kociego wojownika.
-W Blanku.
-Co?! To nie możliwe! - oburzył się Jeremy. - Według wszystkich skanów, które wykonałem, Blank nie posiada wież.
-A jednak ją widziałem…
-Czy ty się dobrze czujesz? Jak ją mogłeś zobaczyć? - dopytywał Stern.
-No zwyczajnie! Wizję miałem!
-A to wiele wyjaśnia… - mruknął samuraj. - Ale nie jadłeś żadnych grzybków-halucynków, co?
-Nie! Przecież wiesz, że czasem mam widzenia. Nie nabijaj się ze mnie!
-No już spokojnie, przepraszam. Nie bądź taki wrażliwy…
-Dobra, chłopaki, uspokójcie się. Sprawdzimy wizję Odda. Podeślę wam transporter do Blanka -  po tych słowach przed Wojownikami pojawiła się kula, która wciągnęła ich do swojego wnętrza.



Po chwili znajomi pojawili się w Blanku, ubrani w specjalne kombinezony i gogle, które pomagały im w poruszaniu się po tej części wirtualnego świata.
-Dawno nas tu nie było – stwierdził Odd, po opadnięciu na podłogę.
-Ja jakoś nie przepadam za tym miejscem – bąknęła Aelita pod nosem.
-Nie tylko ty, księżniczko – westchnął Ulrich.
-Skupcie się! Nie wysłałem was tam na pogaduszki! - powiedział Jeremy. - Chyba znalazłem aktywną wieżę!
-Świetnie! Jednak miałem nosa! Znaczy się wizję... - ucieszył się Della Robbia. - To gdzie się teraz mamy udać?
-Z moich informacji wynika, że wieża znajduje się piętnaście stopni na wschód, niedaleko od was.
-Dzięki, Jeremy – podziękowała elfka. Wojownicy żwawo udali się w stronę wskazaną przez komputerowca. Już po kilku minutach stali przed monumentalną wieżą, która była zupełnie odmienna od tych dobrze im znanych z innych sektorów Lyoko. Zbudowana była na planie sześciokąta z okładziną z sześciokątnych płyt, dopasowanych do siebie bokami. Spomiędzy ich łączeń przebijała się biała poświata. Od podstawy, aż po sam dach była opleciona czarnymi pędami i gałęziami, które przy korzeniach były bardzo gęste, a im wyżej się pięły tym mniej ich było. Pnącza układały się na niej w fantazyjne kształty. Tak jak przewidział Odd, budowla była pilnowana przez cztery ogromne Wieloperze.
-To jaki mamy plan? - spytał z zaciekawieniem Włoch.
-Plan? Dobrze się czujesz, Odd? - zdziwił się Stern.
-Tak, a dlaczego pytasz?
-Bo zwykle twój „plan” brzmi „Juhu to my!” - trafnie zauważyła Aelita.
-Wiem, ale obawiam się, że tym razem może się to nie udać… - mruknął niechętnie koci wojownik.
-A niby czemu? Nigdy się tak nie przejmowałeś dezaktywacją wieży…
-Przestań Ulrich, już nie pamiętasz jakie te potwory są beznadziejne?
-W jakim sensie beznadziejne?
-A no w takim, że jak nie trafimy ich od razu tam gdzie trzeba to się podzielą i będzie jeszcze gorzej.
-W sumie to masz rację. Tu trzeba mieć plan.
-Nie gadajcie tyle, tylko działajcie! Czas ucieka! - usłyszeli ponaglenie okularnika. Po szybkiej wymianie porozumiewawczych spojrzeń, Wojownicy postanowili wdrożyć swoją sprawdzoną metodę dezaktywacji wieży. Podział ról został zatem zachowany – Odd i Ulrich osłaniali Aelitę przed potworami, natomiast dziewczyna jak najszybciej starała się przedostać do wnętrza budowli. Niestety, tak jak podejrzewał koci wojownik, nie było łatwo stawić czoła nowym kreaturom Xany. O ile dwa pierwsze Wieloperze zostały szybko wyeliminowane przez zadziwiająco celne strzały Odda, o tyle dwa pozostałe nie chciały dać za wygraną. Kiedy Ulrich skoczył na jednego z nich i wycelował swoje ostrze w jego znak Xany, potwór zrobił kilka obrotów w powietrzu by uniknąć ataku. Miecz samuraja jednak zadarł jego prawe skrzydło, co spowodowało podzielenie się Wieloperza na dwa, nieco mniejsze stwory. Ulrich nie był zadowolony z takiego obrotu sytuacji, bowiem właśnie był na celowniku obu swoich przeciwników i z trudem unikał ich ataku. Jednak w porę z pomocą przyszedł mu Odd, który zdążył wyeliminować swojego przeciwnika. Łącząc siły nastolatkowie coraz bardziej odciągali Wieloperze od wieży, tak, aby Aelita mogła niezauważenie przemknąć do jej wnętrza. Dziewczyna wykorzystała odpowiedni moment i wybiegła z ukrycia, kierując się wprost do wejścia do budowli. W momencie, w którym udało jej się wejść do środka, koci wojownik został pokonany przez potwora i na polu bitwy Ulrich znów został sam na sam z dwoma Wieloperzami. Los walki wydawał się już przypieczętowany i niekorzystny dla samuraja.



W międzyczasie elfka kroczyła niepewnie po sześciokątnej, granatowej platformie. Nagle płyta gwałtownie ruszyła do góry po dwóch bocznych szynach, przewracając tym samym stojącą na jej środku Aelitę. Platforma zatrzymała się chwilę później w najwyższej części wieży, a na jednej z bocznych ścian pojawił się niewielki ekran.
-Mam nadzieję, że ta wieża działa tak samo jak w innych sektorach… - szepnęła do siebie dziewczyna, przykładając rękę w wyznaczone miejsce. Po chwili na ekranie pojawił się napis „ AELITA CODE LYOKO”.
-Udało się Jeremy! - Hopperówna krzyknęła z radości. - Wieża dezaktywowana!



Po powrocie na Ziemię Wojownicy zgromadzili się przy superkomputerze, czekając aż Belpois skończy „sprzątać” po wyprawie do Blanka.
-Ale daliśmy dzisiaj czadu! - zachwycał się Odd. - Xana nie miał z nami dzisiaj szans!
-Ta, jasne – burknął Ulrich.
-Masz rację, on nie miał dzisiaj szans ze mną - Oddem Wspaniałym!
-A ten znowu swoje…
-Daj spokój, Ulrich, przyznaj, że dzisiaj byłem najlepszy!
-Czemu niby mam to przyznać? Przecież wyleciałeś z gry trafiony przez Wiloperza jak dziecko.
-To się nie liczy. Ważne jest to, że większość potworów pokonałem ja. Ja i moje strzały oczywiście – stwierdził dumnie Della Robbia.
-Ale obrastasz w piórka – zaśmiał się Jeremy. - Pamiętaj, że jesteśmy zespołem i walczymy z Xaną razem. To w tym jest nasza siła.
-Przynudzasz, Einstein. Zdecydowanie przynudzasz! Nawet nie dasz się człowiekowi nacieszyć sukcesem.
-Oczywiście, że możesz się cieszyć naszym kolejnym zwycięstwem, ale nie zapominaj, że najgorsza walka wciąż jest przed nami, Odd.
-Einstein, naprawdę nie mogę zrozumieć co ta nasza Aelita w tobie widzi. Jesteś taki sztywny – powiedział Odd, kierując się w stronę windy. - No, dalej ludzie, pora już stąd spadać!
-Idziemy, idziemy – dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i pobiegła w stronę przyjaciela, a za nią podążali pozostali nastolatkowie.