Tam gdzie nie ma nocy - Rozdział 60

    Yumi i Jeremy siedzieli razem w pomieszczeniu z superkomputerem analizując wyniki, które pokazał program po zeskanowaniu dziewczyny.
-Ja nie widzę tutaj nic nadzwyczajnego – stwierdził w końcu Einstein.
-Może taki skan powinien być wykonany przy ataku telekinezy? - zasugerowała Japonka.
-Jest to możliwe. No, ale nie będziemy przecież tu siedzieć i czekać, aż ci się uda wyzwolić telekinezę. W ogóle to próbowałaś nad nią panować?
-Tak. Próbowałam. Z marnym skutkiem – powiedziała Ishiyama.
-Muszę przeanalizować te ataki Xany. Może uda mi się je powiązać z twoją telekinezą. Czy mogłabyś mnie informować na bieżąco jak masz taki atak?
-Jak będę w stanie to tak.
-No to świetnie. W takim razie czekam na informacje, a teraz możemy iść do internatu, wszystko co  potrzebuję mam na laptopie – to mówiąc, Belpois zeskoczył z fotela i udał się w stronę windy. - A i Yumi, mam jeszcze jedną prośbę.
-Jaką?
-Spróbuj zapanować nad tą telekinezą, gdyby nie udało mi się nic zdziałać.
-Dobrze. Jeremy, ja też mam prośbę.
-Słucham?
-Nie mów jeszcze reszcie o tym wszystkim. Nie chcę, żeby się martwili. Powiemy im jak już będziemy wiedzieć co i jak.
-Masz moje słowo, że nic im nie powiem – blondyn uruchomił windę i już po chwili nastolatkowie stali przed fabryką.
-No to do jutra – pożegnała się czarnowłosa.
-Do jutra – odpowiedział okularnik, machając ręką na pożegnanie.



Noc już dawno zapanowała nad Francją. Wiał zimny wiatr i padał deszcz, który rytmicznie uderzał w parapety budynków. Jeremy siedział przy swoim biurku, pochłonięty myślami. Coś co wydawało mu się bardzo błahą na pierwszy rzut oka sprawą okazało się być bardziej skomplikowane niż podejrzewał. Chłopak nie zauważył nawet kiedy do jego pokoju weszła Aelita. Dziewczyna usiadła na łóżku, wpatrując się w niego.
-No i co chciała Yumi? - spytała po dłuższej chwili ciszy.
-Nic ważnego. Wygadać się i tyle – Einstein wzruszył ramionami.
-To czemu nie przyszła z tym do mnie?
-Myślę, że potrzebowała męskiego punktu widzenia na tą sprawę – Belpois starał się jak mógł, aby wszystko brzmiało autentycznie.
-To czemu nie poszła do Ulricha, czy Odda?
-Serio? Poszłabyś do Odda po poradę?
-No nie, ale zawsze jest jeszcze Ulrich…
-Tak, jest, ale myślę, że mógłby być mało obiektywny w tej sprawie.
-To dotyczyło Ulricha?
-Nie wprost – blondyn skłamał kolejny raz. - Mam wrażenie, że mógłby zareagować na to zbyt impulsywnie, a do tego Yumi nie chciała go martwić.
-Ma to sens – przyznała w końcu Hopperówna. - Masz może ochotę na jakiś wspólny film?
-Nie, dziękuję. Jestem dzisiaj zmęczony i chciałbym się wcześniej położyć spać.
-Rozumiem. To nie będę ci już przeszkadzać, ale obiecaj mi, że jutro coś razem obejrzymy.
-Chętnie!
-To dobrej nocy, Jeremy.
-Dobrej nocy, Aelita – pożegnał się Francuz, a gdy drzwi się zamknęły za jego dziewczyną opadł bezsilnie na łóżko, bijąc się w pierś, że musiał okłamać jedną z najważniejszych osób w jego życiu dla dobra sprawy.



Dla Yumi dzień nadszedł zdecydowanie za szybko. Wygrzebała się leniwie z pościeli i poczłapała niechętnie do łazienki, aby przygotować się na kolejny dzień w szkole. Ponieważ zbierała się zbyt wolno, śniadanie musiała zjeść w drodze do Kadic. Na szczęście matka przygotowała jej kanapki, które dziewczyna szybko zwinęła, wychodząc z domu. Na korytarzu, prowadzącym do sali, gdzie miała mieć chemię, spotkała Aelitę, która do niej zagadnęła:
-Hej Yumi! Jak się masz?
-Cześć Aelita! Bywało lepiej, ale nie narzekam.
-A powiesz mi co się dzieje z tobą i Ulrichem?
-A co ma się dziać? No przyjaźnimy się i tyle…
-I nic się nie zmieniło? Jeremy mi mówił, że twój problem dotyczy Ulricha.
-Co?
-No ten problem, o ktorym rozmawialiście wczoraj.
-Aha, a co Jeremy ci dokładnie powiedział? Miał nikomu nie mówić…
-Nie powiedział mi dużo. Wspomniał tylko, że problem dotyczy Ulricha, jak to on ujął „nie wprost”.
-Okej… No w sumie można tak to ująć.
-Pewnie nie powiesz mi nic Yumi, prawda?
-Nie, to bardzo delikatna sprawa…
-No, ale wiesz, że możesz mi zaufać? Przyjaźnimy się, no nie?
-Tak, przyjaźnimy się i wiem, że mogę ci zaufać, bo jesteś moją najlepszą przyjaciółką, ale naprawdę nie czuję się na siłach, żeby o tym rozmawiać.
-Rozumiem i nie będę naciskać, ale pamiętaj, że zawsze jestem pod ręką, gdybyś miała jakiś kłopot.
-Dziękuję, Aelita. Tobie mogę powiedzieć to samo – Yumi uśmiechnęła się przyjaźnie do znajomej. - Dobra, ja już uciekam, bo się spóźnię na chemię.
-O kurcze, zrobiła się już ósma. A ja mam wf z Jimem, powinnam być już na sali – Hopperówna złapała się za głowę, spoglądając na zegarek na ręce i rzuciła się biegiem w stronę sali gimnastycznej.
-To leć szybko, może nie zauważy, że się spóźniłaś! - krzyknęła Japonka za odbiegającą znajomą.
-Dobra Yumi, do zobaczenia na obiedzie – Francuzka pomachała w oddali przyjaciółce. Japonka odwzajemniła gest, po czym udała się do klasy.



Jeremy siedział w stołówce przy ulubionym stoliku Wojowników, pisząc nowy skrypt do ulepszenia kombinezonów do Blanka. Był tak pochłonięty swoja pracą, że nie zauważył kiedy dosiedli się do niego przyjaciele.
-Mówię wam, ta babka od francuskiego jest nienormalna – zaczął Odd, żując kotleta.
-Czemu? - dopytywała się Yumi.
Wyobraź sobie, że zrobiła nam dzisiaj niezapowiedzianą kartkówkę z gramatyki. Mogła dać jakieś łatwe przykłady przynajmniej, ale po co, jak można dowalić jakąś masakrę – żalił się Della Robbia.
-Nie gadaj, Odd. Jakbyś się uczył na bieżąco to byś to z łatwością napisał – stwierdził Belpois.
-Łatwo ci mówić, bo francuski jest twoim ojczystym językiem. Dla mnie nie jest już to tak oczywiste.
-Słuchaj, taka prawda, że nie było nic na tej kartkówce, co nie zostałoby zrobione wcześniej na lekcjach. Mogłeś słuchać, a nie esemesować z Samanthą – wyjaśnił blondyn.
-Skąd to wiesz?
-Widziałem.
-Ale skąd wiesz, że z nią?
-No, a z kim niby wysyłałbyś sobie serduszka?
-Mam wiele adoratorek.
-Ale Sam to ta jedna jedyna. Żadnej innej tak nie słodzisz – mówił komputerowiec, pisząc w międzyczasie na komputerze.
-Ej, dobry jest. Normalnie jak jakiś detektyw – szepnął Odd do Ulricha.
-No i na żadną dziewczynę się tak nie rumienisz – dodała Aelita z lekkim chichotem.
-Nie rumienię się wcale! - oburzył się Włoch.
-Jasne, jasne – powiedział Ulrich, po czym cała paczka wybuchnęła równym śmiechem, oczywiście za wyjątkiem Odda.