Tam, gdzie nie ma nocy - Rozdział 58

    Jeremy już dawno zszedł z fotela przy superkomputerze, krążąc dookoła holomapy. Nie wiedział nic o losie przyjaciół w Blanku, ponieważ Xana zakłócał połączenie. Aelicie na razie kazał się schować i czekać, aż wymyśli jakiś plan na pokonanie wirusa.
-To nie może się tak skończyć. Oni nie mogą tam zginąć. Myśl, Jeremy, myśl! - mruczał pod nosem. - Najważniejsza jest teraz dezaktywacja wieży, żeby ten wredny wirus nie przeszkadzał mi w kontakcie z Blankiem. Mam nadzieję, że chociaż udało mi się cofnąć proces dewirtualizacyjny i Yumi, Odd i Ulrich są cali i zdrowi. No i że jakoś sobie radzą z walką z niewidzialnym przeciwnikiem. Muszę teraz jakoś pomóc Aelicie, żeby bezpiecznie przeszła do wieży. Ale jak? Co mam zrobić? A raczej, co mogę zrobić?



Wojownicy w Blanku stali plecami do siebie w zwartym szyku bojowym. Starali się odeprzeć każdy atak, który był na nich skierowany od niewidzialnego przeciwnika. Co prawda, wrócili do poprzedniej formy, a to znaczyło, że mieli wszystkie części ciała na swoim miejscu, ale to nie poprawiało ich sytuacji.
-Chciałbym chociaż widzieć te kreatury! - krzykną zirytowany Odd.
-Ułatwiłoby to sprawę, ale nie zapominaj, że to mogą być Wieloperze – powiedział Ulrich, blokując swoim mieczem kolejną serię strzałów nieprzyjaciela. - A to znaczy, że jeśli nas trafią zdewirtualizujemy się.
-A to nie o to chodziło? Przecież Einstein miał nas ściągnąć na Ziemię. Może te potwory zrobią to za niego? - dziwił się Della Robbia.
-Jeremy się nie odzywa, co znaczy, że może mieć problem z połączeniem do Blanka. Jeśli się zdewirtualizujemy, możemy przepaść na zawsze – stwierdziła Yumi, osłaniając Włocha przed strzałem, którego nie zauważył.
-Dzięki – sapnął koci wojownik, widząc, że był blisko wyeliminowania z gry. - Szkoda, że nie widzimy ich, było by znacznie prościej.
-Myślę,  że o to Xanie chodzi. Chce nas tu pokonać i dzięki temu ma znaczącą przewagę nad nami – mówił Niemiec, unikając kolejnego strzału.
-W ogóle jak myślicie ile tych potworów jest?
-Nie wiem, Odd. Może być ich trzy albo więcej. Nie jestem pewien – odpowiedział samuraj.



-Jeremy, mam pomysł jak ominąć kraby – uśmiechnęła się Aelita.
-Proszę, powiedz mi, że to nie będzie lekkomyślne i w stylu Odda – odpowiedział Belpois.
-Może troszkę będzie, ale chyba nie mamy lepszej możliwości.
-No to jaki masz ten pomysł?
-Mogłabym podejść do wieży od drugiej strony, tam nie ma krabów. Może udałoby mi się przejść tak, żeby mnie nie zauważyły?
-Można spróbować, ale obiecaj mi, że jeśli cię zaatakują to się wycofasz. Nie możesz się zdewirtualizować – powiedział okularnik.
-Masz moje słowo – mówiąc to, elfka wybiegła zza głazu, za którym się ukrywała, kierując się w stronę wąskiego kanionu. Dzięki tej drodze mogła dostać się w okolice aktywnej wieży, omijając komitet powitalny Xany. Dziewczyna biegnąc najszybciej jak umiała w końcu znalazła się po drugiej stronie wieży. Tak jak myślała, nie było tam żadnych potworów. Podeszła do budowli i nie ściągając na siebie uwagi krabów, weszła do jej wnętrza.
-Udało się, Jeremy! - krzyknęła z euforią, kiedy na wirtualnym ekranie pojawił się napis, potwierdzający dezaktywację wieży.
-To świetnie! Teraz muszę tylko połączyć się z Blankiem. Mam nadzieję, że z resztą jest wszystko w porządku – po tych słowach, komputerowiec zaczął wprowadzać komendy do superkomputera.



Ulrich już po raz trzeci osłonił Odda przed atakiem potwora. Wojownicy byli już bardzo zmęczeni nierówną walką z nieprzyjacielem. Nagle na ich ciałach pojawiły się kombinezony i gogle. Wreszcie mogli zobaczyć potwory przed nimi.
-No i to to ja rozumiem! - wykrzyknął Odd, celując w Wieloperza. Trafił go prosto w znak Xany i stwór wybuchł. - Dużo lepiej jest was widzieć robaczki. Teraz to dopiero się zabawimy!
-Tak, teraz będzie dużo łatwiej – Stern również przeszedł do ataku, nie czekając na kolejny cios od wroga. Kiedy walka została wyrównana, przyjaciele szybko rozprawili się z przeciwnikiem i już po kilku minutach nie było ani jednego Wieloperza.
-Jak już skończyliście walkę, to zapraszam na Ziemię – powiedział Einstein, wpisując komendy dewirtualizacyjne do superkomputera.



Po powrocie do realnego świata bohaterowie od razu udali się do internatu, ponieważ została im zaledwie godzina na przygotowanie się do zajęć. Yumi miała nieco utrudnione zadanie, ponieważ musiała wkraść się do domu niezauważona i udawać, że dopiero co wstała. Udało jej się wejść do swojego pokoju i nie zwrócić uwagi jej rodziców, którzy już krzątali się po kuchni. Dziewczyna zamknęła za sobą drzwi na klucz i w przeciągu kilku sekund zakręciło jej się w głowie, a obraz przed jej oczami zaczął się zamazywać. Upadła. Próbowała wstać. Jednak nie udało jej się nawet usiąść. Obróciła się tylko na plecy, ciężko oddychając. Świat wirował wokół niej i coraz bardziej robiło jej się niedobrze. Zimny pot spływał po jej czole. Dziwne osłabienie jak szybko się pojawiło, tak samo szybko znikło i Japonka już po chwili siedziała otępiała na podłodze, rozglądając się po pomieszczeniu, które przypominało teraz wielkie pobojowisko. Wszystkie rzeczy pospadały z półek i leżały teraz w nieładzie na podłodze.
-Co to było? - spytała samą siebie.



Po szybkim śniadaniu Jeremy wykorzystał ostatnie dwadzieścia minut przed lekcjami, żeby przeprowadzić kilka testów oprogramowania na swoim laptopie. Nagle wyskoczył komunikat o aktywnej wieży, ale bardzo szybko zniknął.
-To było dziwne… - szepnął. Uruchomił program, sprawdzając przy tym czy działa poprawnie. Nic nie wskazywało na to, żeby było coś nie tak. Postanowił sprawdzić rejestr programu. Okazało się, że znajdowały się tam takie same epizodyczne komunikaty, które trwały zaledwie kilkadziesiąt sekund. Dokładnie przewinął całą listę. Zauważył, że podobne wpisy widnieją praktycznie w każdym dniu na przestrzeni kilku miesięcy.
-Chyba muszę przyjrzeć się temu po lekcjach – stwierdził, zamykając laptopa i wrzucając go do torby. - To może być kolejny ruch Xany, ale z drugiej strony mogłem coś naknocić przy aktualizacji systemu jakiś czas temu. Nie, to mało prawdopodobne. Co ty kombinujesz, Xana? - chłopak szybko sprawdził pokój, czy wszystko wyłączył, po czym wyszedł, zamykając za sobą drzwi na klucz. Swoje kroki skierował prosto do sali, gdzie miał mieć lekcję fizyki z panią Hertz.



Yumi postanowiła nie iść tego dnia do szkoły. Rodzicom powiedziała, że źle się czuje, to samo napisała Aelicie w wiadomości SMS. Mijało się to z prawdą, ponieważ nie mogła tego dnia narzekać na swoje samopoczucie, jednak musiała znaleźć chwilę, żeby móc posprzątać po porannym incydencie, który zdarzył się w jej pokoju. Prędzej, czy później rodzice i tak zauważą brak niektórych rzeczy, zwłaszcza tych szklanych. Dziewczyna musiała się z tym pogodzić, ale postanowiła jak najlepiej zamaskować wszystkie braki w ilostanie. Miała też czas na przemyślenie sobie kilku istotnych spraw, a najważniejszą z nich była telekineza na Ziemi i dziwne omdlenia, które ostatnio się nasilały. To wszystko wydawało jej się bardzo dziwne, ale obawiała się powiedzieć o tym przyjaciołom. Chociaż im więcej myślała nad tą sytuacją tym bardziej upewniała się, że powinna wyjawić swój sekret. Mógł przecież to być istotny aspekt w walce z Xaną.
-Jutro powiem o wszystkim Jeremiemu – postanowiła, zbierając rozrzucone książki z podłogi.